Zaznacz stronę
Argument Kalam – Kosmologia i Filozofia za istnieniem Boga

Argument Kalam – Kosmologia i Filozofia za istnieniem Boga

 

Kosmologiczny argument ‘Kalam’

William Lane Craig

Jako chłopiec zastanawiałem się nad istnieniem wszechświata. Zastanawiałem się, skąd to się wzięło. Czy miał początek? Pamiętam, jak leżałem w łóżku w nocy, próbując myśleć o wszechświecie bez początku. Każde wydarzenie byłoby poprzedzone innym wydarzeniem, w przeszłość i wstecz, bez punktu zatrzymania a dokładniej bez punktu wyjścia! Nieskończona przeszłość, bez początku! Na tę perspektywę zakręciło mi się w głowie. Po prostu wydawało mi się to niepojęte. Pomyślałem, że musi być jakiś początek, żeby wszystko się zaczęło.

Nie podejrzewałem że przez stulecia, a właściwie tysiąclecia ludzie zmagali się z ideą nieskończonej przeszłości i pytaniem, czy istnieje początek wszechświata. Starożytni greccy filozofowie wierzyli, że materia jest konieczna i niestworzona, a zatem wieczna. Bóg może być odpowiedzialny za wprowadzenie porządku w kosmosie, ale nie stworzył samego wszechświata.

Ten grecki pogląd był sprzeczny z jeszcze bardziej starożytnym żydowskim poglądem na ten temat. Autorzy hebrajscy utrzymywali, że wszechświat nie zawsze istniał, ale został stworzony przez Boga w pewnym momencie w przeszłości. Jak mówi pierwszy werset hebrajskiego Pisma Świętego:

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Księga Rodzaju 1,1).

W końcu te dwie konkurujące ze sobą tradycje zaczęły wchodzić w interakcje. W zachodniej filozofii powstała trwająca ponad tysiąc lat debata na temat tego, czy wszechświat miał początek. Debata ta rozgrywała się wśród Żydów i muzułmanów, a także chrześcijan, zarówno katolików, jak i protestantów. W końcu doszło do czegoś w rodzaju nierozstrzygniętego końca w myśli wielkiego osiemnastowiecznego niemieckiego filozofa Immanuela Kanta. Utrzymywał jak na ironię, że istnieją racjonalnie przekonujące argumenty dla obu stron, tym samym obnażając bankructwo samego rozumu!

Ze względu na jego historyczne korzenie w średniowiecznej teologii islamskiej, ochrzciłem ten argument „argumentem kosmologicznym kalam” („kalam” to arabskie słowo oznaczające teologię średniowieczną). Dziś ten argument, w dużej mierze zapomniany od czasów Kanta, znów znajduje się w centrum uwagi. The Cambridge Companion to Atheism (2007) donosi: „Liczba artykułów w czasopismach filozoficznych pokazuje, że opublikowano więcej artykułów na temat . . . argument Kalam niż opublikowano o jakimkolwiek innym. . . współczesne sformułowanie argumentu za istnieniem Boga. . . . zarówno teiści, jak i ateiści ‘nie mogą zostawić [argumentu] Kalama w spokoju’” (strona 183).

Jaki argument wzbudził takie zainteresowanie? Pozwólmy jednemu z największych średniowiecznych bohaterów tej debaty mówić za siebie. Al-Ghazali był XII-wiecznym muzułmańskim teologiem z Persji, czyli współczesnego Iranu. Był zaniepokojony, że muzułmańscy filozofowie w jego czasach byli pod wpływem starożytnej filozofii greckiej, aby zaprzeczać stworzeniu wszechświata przez Boga. Po dokładnym przestudiowaniu nauk tych filozofów, Ghazali napisał miażdżącą krytykę ich poglądów zatytułowaną Niespójność filozofów. W tej fascynującej książce twierdzi, że idea wszechświata bez początku jest absurdalna. Wszechświat musi mieć początek, a ponieważ nic nie zaczyna istnieć bez przyczyny, musi istnieć transcendentny Stwórca wszechświata.

Ghazali formułuje swój argument bardzo prosto: „Każda istota, która zaczyna, ma przyczynę swojego początku; teraz świat jest bytem, ​​który się zaczął; dlatego ma powód do swojego początku”. [1]

Rozumowanie Ghazali obejmuje trzy proste kroki:


1. Cokolwiek zaczyna istnieć, ma swoją przyczynę.

2. Wszechświat zaczął istnieć.

3. Dlatego wszechświat ma przyczynę swojego początku.


Przyjrzyjmy się każdemu krokowi tego argumentu.

Przesłanka 1

Zauważ, że Ghazali nie potrzebuje tak silnej przesłanki jak (1), aby jego argumentacja się powiodła. Pierwsza przesłanka może być sformułowana skromniej.

1′. Jeśli wszechświat zaczął istnieć, to wszechświat ma przyczynę swojego początku.

Ta skromniejsza wersja pierwszej przesłanki pozwoli nam uniknąć wyjaśniania pewnej  kwestii. Sceptyk może twierdzić, że w fizyce istnieje teoria, że cząstki subatomowe mogą powstać z niczego. Jednak takie teorie dotyczą cząstek powstających jako fluktuacja energii zawartej w próżni. W fizyce próżnia jest morzem zmiennej energii, która rządzi się prawami fizycznymi. Kiedy mówimy o początkach Wszechświata, pytamy jednak skąd biorą się prawa fizyczne rządzące światem materialnym a także skąd się bierze sama materia. 

Należy zachować ostrożność podczas używania słowa „stworzenie” w kontekście fizycznym. Jednym ze znanych przykładów jest tworzenie cząstek elementarnych w akceleratorze. Jednak w tej sytuacji następuje przemiana jednego rodzaju materii w inny, przy zachowaniu w tym procesie całkowitej ilości energii. [2]

Zatem ten rzekomy wyjątek od (1) nie jest wyjątkiem od (1).

Podam trzy powody na poparcie przesłanki (1′):

1. Coś nie może powstać z niczego. Twierdzenie, że coś może powstać z niczego, jest gorsze niż magia. Kiedy magik wyciąga królika z kapelusza, przynajmniej masz magika, nie mówiąc już o kapeluszu! Ale jeśli zaprzeczysz założeniu (1′), musisz pomyśleć, że cały wszechświat pojawił się w pewnym momencie w przeszłości bez żadnego powodu. Ale nikt szczerze nie wierzy, że coś powiedzmy koń lub eskimoska wioska, może po prostu zaistnieć bez przyczyny.

2. Jeśli coś może powstać z niczego, to staje się niewytłumaczalne, dlaczego po prostu nic lub wszystko nie powstaje z niczego. Pomyśl o tym: dlaczego rowery, Beethoven i piwo korzenne nie wyskoczą z niczego? Dlaczego tylko wszechświaty mogą powstać z niczego? Co sprawia, że ​​nicość jest tak dyskryminująca? W nicości nie może być nic, co faworyzuje wszechświaty, ponieważ nicość nie ma żadnych właściwości. Nic też nie może ograniczać nicości, ponieważ nie ma nic, co można by ograniczać!

3. Powszechne doświadczenia i dowody naukowe potwierdzają słuszność przesłanki 1′. Nauka o kosmologii opiera się na założeniu, że istnieją warunki przyczynowe powstania wszechświata. Trudno więc zrozumieć, jak ktokolwiek zaangażowany we współczesną naukę mógłby zaprzeczyć, że (1′) jest bardziej wiarygodnie prawdą niż fałszem.

Myślę więc, że pierwsza przesłanka kosmologicznego argumentu kalam jest z pewnością prawdziwa.

Założenie 2

Bardziej kontrowersyjną przesłanką w argumentacji jest przesłanka 2, że wszechświat zaczął istnieć. To wcale nie jest oczywiste. Zbadajmy zarówno argumenty filozoficzne, jak i dowody naukowe na poparcie przesłanki 2.

Pierwszy argument filozoficzny

Ghazali argumentował, że jeśli wszechświat nigdy nie zaczął istnieć, to istnieje nieskończona liczba wydarzeń z przeszłości poprzedzających dzień dzisiejszy. Twierdził jednak, że nieskończona liczba rzeczy nie może istnieć. Ghazali uznał, że może istnieć potencjalnie nieskończona liczba rzeczy, ale zaprzeczył, że może istnieć rzeczywiście nieskończona liczba rzeczy.

Kiedy mówimy, że coś jest potencjalnie nieskończone, nieskończoność służy jedynie jako idealna granica, która nigdy nie zostanie osiągnięta. Na przykład, możesz podzielić dowolną skończoną odległość na pół, potem na czwarte, potem na ósme, potem na szesnaste i tak dalej do nieskończoności. Liczba podziałów jest potencjalnie nieskończona, w tym sensie, że można by dalej dzielić bez końca. Ale nigdy nie dojdziesz do podziału „nieskończoności”. Nigdy nie miałbyś właściwie nieskończonej liczby części lub podziałów.

Teraz Ghazali nie ma problemu z istnieniem jedynie potencjalnych nieskończoności, ponieważ są to tylko idealne granice. Twierdził jednak, że gdyby rzeczywiście mogła istnieć nieskończona liczba rzeczy, wynikłyby różne absurdy. Jeśli mamy uniknąć tych absurdów, musimy zaprzeczyć, że faktycznie istnieje nieskończona liczba rzeczy. Oznacza to, że liczba przeszłych wydarzeń nie może być w rzeczywistości nieskończona. Dlatego wszechświat nie może być bez początku; raczej wszechświat zaczął istnieć.

Bardzo często twierdzi się, że ten rodzaj argumentacji został unieważniony przez rozwój współczesnej matematyki. W nowoczesnej teorii mnogości użycie zbiorów faktycznie nieskończonych jest powszechne. Na przykład zbiór liczb naturalnych {0, 1, 2, . . .} ma w rzeczywistości nieskończoną liczbę członków. Liczba członków w tym zbiorze jest nie tylko potencjalnie nieskończona, zgodnie z nowoczesną teorią mnogości; raczej liczba członków jest w rzeczywistości nieskończona. Wiele osób wywnioskowało, że te wydarzenia podważają argument Ghazali.

Ale czy tak jest naprawdę? Współczesna teoria mnogości pokazuje, że jeśli przyjmiesz pewne aksjomaty i reguły, możesz mówić o faktycznie nieskończonych zbiorach w spójny sposób, bez zaprzeczania sobie. Wszystko to pokazuje, jak stworzyć pewien wszechświat dyskursu, aby konsekwentnie mówić o rzeczywistych nieskończonościach. Ale absolutnie nic nie pokazuje, że takie matematyczne byty naprawdę istnieją lub że rzeczywiście może istnieć nieskończona liczba rzeczy. Jeśli Ghazali ma rację, to ten wszechświat dyskursu może być traktowany jako tylko fikcyjna kraina, jak świat Sherlocka Holmesa lub coś, co istnieje tylko w twoim umyśle.

Sposób, w jaki Ghazali ukazuje prawdziwą niemożliwość rzeczywiście nieskończonej liczby rzeczy, polega na wyobrażeniu sobie, jak by to było, gdyby taka kolekcja mogła istnieć, a następnie wyciągnięciu absurdalnych konsekwencji. Pozwólcie, że podzielę się jedną z moich ulubionych ilustracji, zatytułowaną „Hotel Hilberta”, pomysłem wielkiego niemieckiego matematyka Davida Hilberta.

Hilbert najpierw zachęca nas do wyobrażenia sobie zwykłego hotelu ze skończoną liczbą pokoi. Załóżmy ponadto, że wszystkie pokoje są pełne. Jeśli przy biurku pojawia się nowy gość z prośbą o pokój, kierownik mówi: „Przepraszam, wszystkie pokoje są pełne” i to koniec historii.

Ale teraz, mówi Hilbert, wyobraźmy sobie hotel z nieskończoną liczbą pokoi i załóżmy raz jeszcze, że wszystkie pokoje są pełne. Ten fakt należy wyraźnie docenić. W całym nieskończonym hotelu nie ma ani jednego wakatu; w każdym pokoju jest już osoba z krwi i kości. Załóżmy teraz, że w recepcji pojawia się nowy gość, prosząc o pokój. „Nie ma problemu”, mówi kierownik. Przenosi osobę, która przebywała w pokoju nr 1 do pokoju nr 2, osobę, która przebywała w pokoju nr 2 do pokoju nr 3, osobę, która przebywała w pokoju nr 3, do pokoju nr 4 i tak dalej w nieskończoność. W wyniku tych zmian pokój nr 1 staje się teraz pusty, a nowy gość z wdzięcznością się zamelduje. Ale zanim przybył, wszystkie pokoje były już pełne!

Jednak robi się coraz ciekawiej! Załóżmy mówi Hilbert, że w recepcji pojawia się nieskończona liczba nowych gości, prosząc o pokoje. „Nie ma problemu, nie ma problemu!” mówi kierownik. Przenosi osobę, która przebywała w pokoju nr 1 do pokoju nr 2, osobę, która przebywała w pokoju nr 2 do pokoju nr 4, osobę, która przebywała w pokoju nr 3, do pokoju nr 6, za każdym razem przenosząc tę ​​osobę do pokoju numer pokoju dwa razy jego własny. Ponieważ dowolna liczba pomnożona przez dwa jest liczbą parzystą, wszyscy goście kończą w pokojach parzystych. W rezultacie wszystkie nieparzyste pokoje stają się puste, a nieskończona liczba nowych gości jest łatwo przyjmowana. W rzeczywistości kierownik mógł robić to nieskończoną ilość razy i zawsze przyjmować nieskończenie więcej gości. A jednak, zanim przybyli, wszystkie sale były już pełne!

Jak powiedział mi kiedyś student, Hilbert’s Hotel, gdyby mógł istnieć, musiałby mieć wywieszony na zewnątrz znak: „Brak wolnych miejsc (przywitanie gości)”. Czy taki hotel może istnieć w rzeczywistości?

Hotel Hilberta to absurd. Ponieważ nic nie opiera się na ilustracji dotyczącej hotelu, argument można uogólnić aby pokazać, że istnienie faktycznie nieskończonej liczby rzeczy jest absurdem.

Czasami ludzie reagują na Hotel Hilberta, mówiąc że te absurdy wynikają z tego, że pojęcie nieskończoności jest poza nami i nie możemy go zrozumieć. Ale ta reakcja jest błędna i naiwna. Jak powiedziałem, teoria zbiorów nieskończonych jest wysoko rozwiniętą i dobrze rozumianą gałęzią współczesnej matematyki. Wynikają z tego absurdy, ponieważ rozumiemy naturę rzeczywistej nieskończoności. Hilbert był bystrym facetem i dobrze wiedział, jak zilustrować dziwaczne konsekwencje istnienia właściwie nieskończonej liczby rzeczy.

Tak naprawdę jedyną rzeczą, jaką krytyk może w tym momencie zrobić, jest po prostu powiedzieć, że Hotel Hilberta nie jest absurdem. Czasami krytycy będą próbować uzasadnić ten ruch, mówiąc, że jeśli może istnieć rzeczywista nieskończoność, to takie sytuacje są dokładnie tym, czego powinniśmy się spodziewać. Ale ta odpowiedź jest niewystarczająca. Hilbert zgodziłby się oczywiście, że gdyby mogła istnieć rzeczywista nieskończoność, sytuacja z jego wyimaginowanym hotelem jest taka, jakiej byśmy się spodziewali. W przeciwnym razie nie byłaby to dobra ilustracja! Ale pytanie brzmi, czy taki hotel jest naprawdę możliwy.

Myślę więc, że pierwszy argument Ghazali jest dobry. Pokazuje, że liczba przeszłych wydarzeń musi być skończona. Dlatego wszechświat musiał mieć początek. Argument Ghazali możemy podsumować w następujący sposób:

1. Rzeczywista nieskończoność nie może istnieć.

2. Nieskończony czasowy regres wydarzeń jest rzeczywistą nieskończonością.

3. Dlatego nie może istnieć nieskończony czasowy regres wydarzeń.

Drugi argument filozoficzny

Ghazali ma drugi, niezależny argument za początkiem wszechświata. Seria minionych wydarzeń, jak zauważa Ghazali, została utworzona przez dodanie jednego zdarzenia po drugim. Seria przeszłych wydarzeń jest jak sekwencja kostek domina spadających jedna po drugiej, aż do ostatniego domina dzisiaj. Twierdzi jednak, że żaden szereg utworzony przez dodawanie jednego członka po drugim nie może być w rzeczywistości nieskończony. Nie możesz bowiem przejść przez nieskończoną liczbę elementów, jeden na raz.

Łatwo to zauważyć w przypadku próby liczenia do nieskończoności. Bez względu na to, jak wysoko liczysz, zawsze pozostaje nieskończona liczba liczb do policzenia.

Ale jeśli nie możesz liczyć do nieskończoności, jak możesz odliczać od nieskończoności? To tak, jakby ktoś twierdził, że odliczył wszystkie liczby ujemne, kończące się na zero: . . ., -3, -2, -1, 0. To wydaje się szalone. Bo zanim mógł policzyć 0, musiałby policzyć -1, a zanim mógł policzyć -1, musiałby policzyć -2 i tak dalej, z powrotem do nieskończoności. Zanim jakakolwiek liczba będzie mogła zostać policzona, najpierw trzeba będzie policzyć nieskończoną liczbę liczb. Po prostu zostajesz wepchnięty w przeszłość, tak że nigdy nie można policzyć żadnej liczby.

Ale wtedy ostatnie domino nigdy nie może spaść, jeśli nieskończona liczba domino musiałaby spaść pierwsza. Więc dzisiaj nigdy nie można było osiągnąć. Ale oczywiście oto jesteśmy! To pokazuje, że ciąg minionych wydarzeń musi być skończony i mieć początek.

Ghazali starał się uwydatnić niemożność stworzenia nieskończonej przeszłości, przedstawiając ilustracje absurdów, które by wynikły, gdyby można było to zrobić. Załóżmy na przykład, że na każdą jedną orbitę Saturna wokół Słońca Jowisz wykonuje dwie. Im dłużej orbitują, tym dalej Saturn pozostaje w tyle. Jeśli będą krążyć w nieskończoność, zbliżą się do granicy, przy której Saturn jest nieskończenie daleko za Jowiszem. Oczywiście nigdy nie osiągną tego limitu.

Ale teraz odwróćmy tę historię: załóżmy, że Jowisz i Saturn krążą wokół Słońca od wieczności. Który wykonał najwięcej orbit? Odpowiedź brzmi, że liczba ich orbit jest dokładnie taka sama: nieskończoność! (Nie możemy wymknąć się z tego argumentu, mówiąc, że nieskończoność nie jest liczbą. We współczesnej matematyce jest to liczba, liczba elementów w zbiorze {0, 1, 2, 3,…}.) Ale wydaje się to absurdalne, im dłużej krążą, tym większa rozbieżność rośnie. Więc w jaki sposób liczba orbit magicznie się zrównuje, czyniąc je okrążającymi od wieczności?

Inna ilustracja: przypuśćmy, że spotykamy kogoś, kto twierdzi, że odliczał od wieczności, a teraz kończy: . . . -3, -2, -1, 0! Uff! Możemy zapytać, dlaczego właśnie kończy dzisiaj odliczanie? Dlaczego nie skończył wczoraj lub przedwczoraj? Wszakże do tego czasu minęła już nieskończona ilość czasu. Więc jeśli mężczyzna liczył z szybkością jednej liczby na sekundę, miał już nieskończoną liczbę sekund na zakończenie odliczania. Powinien już być gotowy! W rzeczywistości w dowolnym momencie przeszłości miał już nieskończony czas i powinien był już skończyć. Ale w żadnym momencie w przeszłości nie możemy znaleźć człowieka kończącego odliczanie, co jest sprzeczne z hipotezą, że liczył od wieczności.

Te ilustracje tylko wzmacniają twierdzenie Ghazali, że żaden szereg utworzony przez dodanie jednego członka po drugim nie może być w rzeczywistości nieskończony. Ponieważ seria przeszłych wydarzeń została utworzona przez dodanie jednego zdarzenia po drugim, nie może być w rzeczywistości nieskończona. Musiała mieć początek. Mamy więc drugi dobry argument za przesłanką 2, że wszechświat zaczął istnieć. Możemy podsumować ten argument w następujący sposób:

1. Zbiór utworzony przez kolejne dodawanie nie może być rzeczywistą nieskończonością.

2. Czasowy ciąg wydarzeń jest zbiorem, który tworzy kolejne dodawanie.

3. Zatem czasowy ciąg wydarzeń nie może być rzeczywistą nieskończonością.

Pierwsze potwierdzenie naukowe

Jednym z najbardziej zdumiewających osiągnięć współczesnej astronomii, którego Ghazali nigdy by się nie spodziewał, jest to, że mamy teraz mocne dowody naukowe na początek wszechświata. Pierwsze naukowe potwierdzenie powstania wszechświata pochodzi z ekspansji wszechświata.

Przez całą historię ludzie zakładali, że wszechświat jako całość jest niezmienny. Oczywiście, rzeczy we wszechświecie poruszały się i zmieniały, ale sam wszechświat po prostu tam był, że tak powiem. Takie było również założenie Alberta Einsteina, kiedy po raz pierwszy zaczął stosować swoją nową teorię grawitacji, zwaną Ogólną Teorią Względności, we wszechświecie w 1917 roku.

Ale Einstein odkrył, że coś jest strasznie nie w porządku. Jego równania opisywały wszechświat, który albo nadmuchiwał się jak balon, albo zapadał się sam. W latach dwudziestych rosyjski matematyk Alexander Friedman i belgijski astronom Georges LeMaître postanowili przyjąć równania Einsteina za wartość nominalną, w wyniku czego niezależnie opracowali modele rozszerzającego się Wszechświata. W 1929 roku amerykański astronom Edwin Hubble dzięki niestrudzonym obserwacjom w Obserwatorium Mount Wilson, dokonał zaskakującego odkrycia, które zweryfikowało teorię Friedmana i LeMaître’a. Odkrył, że światło z odległych galaktyk wydaje się być bardziej czerwone niż oczekiwano. To „przesunięcie ku czerwieni” światła było najbardziej prawdopodobne z powodu rozciągania się fal świetlnych, gdy galaktyki oddalają się od nas. Gdziekolwiek Hubble skierował swój teleskop na nocne niebo, obserwował to samo przesunięcie ku czerwieni w świetle galaktyk. Wyglądało na to, że jesteśmy w centrum kosmicznej eksplozji, a wszystkie inne galaktyki odlatują od nas z fantastycznymi prędkościami!

Teraz, zgodnie z modelem Friedmana-LeMaître’a, tak naprawdę nie jesteśmy w centrum wszechświata. Obserwator w dowolnej galaktyce będzie raczej wypatrywał i widział inne galaktyki oddalające się od niego. Dzieje się tak dlatego, że zgodnie z teorią tak naprawdę to sama przestrzeń się rozszerza. Galaktyki w rzeczywistości odpoczywają w przestrzeni, ale oddalają się od siebie w miarę rozszerzania się przestrzeni.

Model Friedmana-LeMaître’a stał się ostatecznie znany jako teoria Wielkiego Wybuchu. Ale ta nazwa może być myląca. Myślenie o ekspansji wszechświata jako rodzaju eksplozji może nas zmylić do myślenia, że galaktyki przemieszczają się w istniejącą wcześniej, pustą przestrzeń z punktu centralnego. To byłoby kompletne niezrozumienie modelu. Teoria jest znacznie bardziej radykalna.

Gdy popatrzysz na ekspansję wszechświata wstecz, zauważysz że wszystko było bliżej siebie. W końcu odległość między dowolnymi dwoma punktami w przestrzeni staje się zerowa. Nie możesz podejść bliżej niż to! W tym momencie osiągnąłeś granicę przestrzeni i czasu. Przestrzeni i czasu nie można cofnąć dalej. To dosłownie początek przestrzeni i czasu.

Aby to zobrazować, możemy przedstawić naszą trójwymiarową przestrzeń jako dwuwymiarowy dysk, który kurczy się w czasie (ryc. 2).

Rys. 2. Geometryczna reprezentacja czasoprzestrzeni. Dwuwymiarowy dysk reprezentuje naszą trójwymiarową przestrzeń. Wymiar pionowy reprezentuje czas. W miarę cofania się w czasie przestrzeń kurczy się, aż odległość między dowolnymi dwoma punktami wynosi zero. Czasoprzestrzeń ma więc geometrię stożka. Punkt stożka jest granicą przestrzeni i czasu.

Ostatecznie odległość między dowolnymi dwoma punktami w przestrzeni staje się zerowa. Tak więc czasoprzestrzeń może być przedstawiona geometrycznie jako stożek. Istotne w tym jest to, że chociaż stożek może rozciągać się w nieskończoność w jednym kierunku, ma punkt graniczny w drugim kierunku. Ponieważ ten kierunek reprezentuje czas, a punkt graniczny leży w przeszłości, model sugeruje, że przeszły czas jest skończony i miał początek.

Ponieważ czasoprzestrzeń jest areną, na której istnieje cała materia i energia, początek czasoprzestrzeni jest również początkiem całej materii i energii. To początek wszechświata.

Zauważ, że przed początkową granicą czasoprzestrzeni po prostu nie ma nic. Nie dajmy się zwieść słowom. Kiedy kosmologowie mówią: „Nie ma nic przed początkową granicą”, nie mają na myśli, że istnieje jakiś stan rzeczy przed nią, a jest to stan nicości. To byłoby traktowanie niczego tak, jakby to było coś! Raczej mają na myśli to, że w punkcie granicznym nieprawdą jest, że „coś jest przed tym punktem”.

Standardowy model Wielkiego Wybuchu przewiduje zatem absolutny początek wszechświata. Jeśli ten model jest poprawny, to mamy zdumiewające naukowe potwierdzenie drugiej przesłanki kosmologicznej argumentacji kalam.

Czy zatem model jest poprawny, a co ważniejsze, czy jest poprawny w przewidywaniu początku wszechświata? Pomimo empirycznego potwierdzenia, standardowy model Wielkiego Wybuchu będzie musiał zostać zmodyfikowany na różne sposoby. Model oparty jest, jak widzieliśmy, na Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Ale teoria Einsteina załamuje się, gdy przestrzeń zostaje zmniejszona do proporcji subatomowych. W tym momencie będziemy musieli wprowadzić fizykę subatomową i nikt nie jest pewien, jak to zrobić. Co więcej, ekspansja wszechświata prawdopodobnie nie jest stała, jak w modelu standardowym. Wszystkie badania i eksperymenty pokazują że ta ekspansja ciągle przyspiesza.

Ale żadna z tych korekt nie musi wpływać na fundamentalną prognozę absolutnego początku wszechświata. Rzeczywiście, fizycy zaproponowali dziesiątki alternatywnych modeli na przestrzeni dziesięcioleci od czasu pracy Friedmana i LeMaître’a, a te, które nie mają absolutnego początku, wielokrotnie okazywały się niewykonalne. Mówiąc bardziej pozytywnie, jedynymi wykonalnymi niestandardowymi modelami były te, które obejmują absolutny początek wszechświata. Ten początek może, ale nie musi, obejmować punkt początkowy. Ale w teoriach (takich jak propozycja „bez granic”) Stephena Hawkinga, które nie mają punktu początkowego, przeszłość wciąż jest skończona, a nie nieskończona. Zgodnie z takimi teoriami wszechświat nie istniał wiecznie, ale powstał, nawet jeśli nie powstał w ściśle określonym punkcie.

W pewnym sensie historię kosmologii XX wieku można postrzegać jako serię nieudanych prób uniknięcia absolutnego początku przewidzianego przez standardowy model Wielkiego Wybuchu. Przewidywanie to trwa już prawie 100 lat, w okresie ogromnych postępów w astronomii obserwacyjnej i twórczej pracy teoretycznej w astrofizyce.

Tymczasem seria niezwykłych twierdzeń o osobliwości coraz bardziej zacieśnia pętlę wokół empirycznie możliwych do utrzymania modeli, pokazując, że w coraz bardziej uogólnionych warunkach początek jest nieunikniony. W 2003 roku Arvind Borde, Alan Guth i Alexander Vilenkin byli w stanie pokazać, że każdy wszechświat, który przeciętnie znajduje się w stanie kosmicznej ekspansji w każdej historii, nie może być nieskończony w przeszłości, ale musi mieć początek. Dotyczy to również scenariuszy wieloświatowych. W 2012 roku Vilenkin wykazał, że modele, które nie spełniają tego jednego warunku, nadal z innych powodów nie są w stanie zapobiec powstaniu wszechświata. Vilenkin podsumował: „Żaden z tych scenariuszy tak naprawdę nie może być wieczny”. [3] „Wszystkie dowody, które mamy, mówią że wszechświat miał początek”. [4]

Twierdzenie Borde-Gutha-Vilenkina dowodzi, że klasyczna czasoprzestrzeń, w jednym bardzo ogólnym warunku nie może zostać rozszerzona do przeszłej nieskończoności. Ale musi osiągnąć granicę w pewnym momencie w skończonej przeszłości. Teraz albo coś było po drugiej stronie tej granicy, albo nie. Jeśli nie, to ta granica jest po prostu początkiem wszechświata. Jeśli coś było po drugiej stronie, to będzie to obszar opisany przez nieodkrytą jeszcze teorię grawitacji kwantowej. W takim przypadku, mówi Vilenkin, będzie to początek wszechświata. Tak czy inaczej, wszechświat zaczął istnieć.

Oczywiście wyniki naukowe są zawsze tymczasowe. Możemy w pełni oczekiwać, że zostaną zaproponowane nowe teorie, próbujące uniknąć początku wszechświata. Takie propozycje należy przyjąć z zadowoleniem i przetestować. Niemniej jednak jest całkiem jasne, w którą stronę wskazują dowody. Dziś zwolennik kosmologicznego argumentu Ghazaliego wygodnie mieści się w głównym nurcie naukowym, utrzymując że wszechświat zaczął istnieć.

Drugi argument naukowy

Jakby tego było mało, faktycznie istnieje drugie naukowe potwierdzenie początku wszechświata, to z Drugiej Zasady Termodynamiki. Zgodnie z tą zasadą, jeśli system nie będzie zasilany energią, system ten będzie coraz bardziej nieuporządkowany.

Teraz już w XIX wieku, naukowcy zdali sobie sprawę, że Drugie Prawo implikuje ponurą przepowiednię przyszłości wszechświata. Po upływie wystarczającego czasu cała energia we wszechświecie rozprzestrzeni się równomiernie po całym wszechświecie. Wszechświat stanie się pozbawioną cech charakterystycznych zupą, w której życie nie jest możliwe. Gdy wszechświat osiągnie taki stan, nie jest możliwa żadna znacząca zmiana. To stan równowagi. Naukowcy nazwali to „śmiercią cieplną” wszechświata.

Ale ta niepożądana przepowiednia wywołała kolejną zagadkę: jeśli po odpowiednim czasie wszechświat nieuchronnie ulegnie stagnacji w stanie śmierci cieplnej, to dlaczego skoro istniał wiecznie, nie znajduje się teraz w stanie śmierci cieplnej? Jeśli w skończonym czasie wszechświat osiągnie równowagę, to biorąc pod uwagę nieskończony przeszły czas, powinien już być w stanie równowagi. Ale nie jest. Jesteśmy w stanie nierównowagi, gdzie energia jest nadal dostępna do wykorzystania, a wszechświat ma uporządkowaną strukturę.

Odważne rozwiązanie tego problemu zaproponował XIX-wieczny fizyk niemiecki Ludwig Boltzmann. Boltzmann zasugerował, że być może wszechświat jest w rzeczywistości w stanie ogólnej równowagi. Niemniej jednak, tylko przez przypadek, tu i tam powstaną bardziej uporządkowane ogniska nierównowagi. Boltzmann nazywa te izolowane regiony nierównowagi „światami”. Tak się składa, że ​​nasz wszechświat jest jednym z tych światów. Ostatecznie, zgodnie z Drugim Prawem, powróci do ogólnego stanu równowagi.

Współcześni fizycy powszechnie odrzucili odważną hipotezę wielu światów Boltzmanna jako wyjaśnienie obserwowanej nierównowagi wszechświata. Jego fatalną wadą jest to, że jeśli nasz świat jest tylko przypadkowym fluktuacją stanu ogólnej równowagi, to powinniśmy obserwować znacznie mniejszą ilość porządku. Czemu? Ponieważ niewielka fluktuacja od równowagi jest znacznie bardziej prawdopodobna niż ogromna, utrzymująca się fluktuacja niezbędna do stworzenia wszechświata, który widzimy a jednak niewielka fluktuacja wystarczyłaby do naszego istnienia. Na przykład fluktuacja, która stworzyłaby świat nie większy niż nasz Układ Słoneczny, wystarczyłaby nam do życia i byłaby niezrozumiałe bardziej prawdopodobna niż fluktuacja, która uformowała cały wszechświat, który widzimy!

W rzeczywistości hipoteza Boltzmanna, jeśli byłaby konsekwentnie realizowana, prowadziłaby do dziwnego rodzaju iluzjonizmu: według wszelkiego prawdopodobieństwa naprawdę zamieszkujemy mniejszy świat, a obserwowane przez nas gwiazdy i planety są tylko iluzjami, zwykłymi obrazami na niebie. Taki świat jest bowiem znacznie bardziej prawdopodobny niż wszechświat, który wbrew drugiemu prawu termodynamiki oddalił się od równowagi na miliardy lat, tworząc obserwowany przez nas wszechświat.

Odkrycie rozszerzania się wszechświata w latach dwudziestych zmodyfikowało rodzaj śmierci cieplnej przewidywanej na podstawie drugiego prawa, ale nie zmieniło zasadniczego pytania. Ostatnie odkrycia wskazują, że kosmiczna ekspansja faktycznie przyspiesza. Ponieważ objętość przestrzeni rośnie tak szybko, wszechświat faktycznie coraz bardziej oddala się od stanu równowagi, w którym materia i energia są równomiernie rozłożone. Ale przyspieszenie ekspansji wszechświata tylko przyspiesza jego upadek. Na razie różne regiony wszechświata stają się coraz bardziej odizolowane od siebie w przestrzeni, a każdy odcięty od siebie region staje się ciemny, zimny, rozcieńczony i martwy. Więc znowu, dlaczego nasz region nie jest w takim stanie, jeśli wszechświat istnieje już od nieskończonego czasu?

Oczywistą konsekwencją tego wszystkiego jest to, że pytanie opiera się na fałszywym założeniu, a mianowicie, że wszechświat istnieje od nieskończoności. Dzisiaj większość fizyków powiedziałaby, że materia i energia zostały po prostu umieszczone we wszechświecie jako warunek początkowy, a wszechświat podąża ścieżką wytyczoną przez drugie prawo od samego początku, skończony czas temu.

Oczywiście podjęto próby uniknięcia początku wszechświata przewidzianego na podstawie Drugiej Zasady Termodynamiki. Ale żaden z nich nie odniósł sukcesu. Sceptycy mogą mieć nadzieję, że grawitacja kwantowa pomoże odwrócić konsekwencje drugiej zasady termodynamiki. Ale w 2013 roku kosmolog Aron Wall z Uniwersytetu Kalifornijskiego był w stanie sformułować nowe twierdzenie o osobliwości, które wydaje się zamykać drzwi przed tą możliwością. Wall pokazuje, że biorąc pod uwagę słuszność uogólnionego drugiego prawa termodynamiki w grawitacji kwantowej, wszechświat musiał zacząć istnieć, chyba że w pewnym momencie w przeszłości postuluje się odwrócenie strzałki czasu (czas biegnie wstecz!). słusznie zauważa, że ​​wiąże się z termodynamicznym początkiem w czasie, który „wydaje się rodzić te same pytania filozoficzne, jakie wywołałby każdy inny rodzaj początku w czasie”. [5] Wall donosi, że jego wyniki wymagają słuszności tylko niektórych podstawowych pojęć, więc „rozsądnie jest sądzić, że wyniki utrzymają się w pełnej teorii grawitacji kwantowej”.

Tak więc po raz kolejny dowody naukowe potwierdzają prawdziwość drugiej przesłanki kosmologicznej argumentacji Ghazali.

Wniosek

Zatem na podstawie dowodów zarówno filozoficznych, jak i naukowych, mamy dobre podstawy, by sądzić że wszechświat zaczął istnieć. Wynika z tego, że wszechświat ma przyczynę swojego początku.

Jakie właściwości musi posiadać ta przyczyna wszechświata? Ta przyczyna musi być sama w sobie bezprzyczynowa, ponieważ widzieliśmy że nieskończona seria przyczyn jest niemożliwa. Jest to zatem Bezprzyczynowa Pierwsza Przyczyna. Ta Przyczyna musi przekraczać przestrzeń i czas, ponieważ stworzyła przestrzeń i czas. Dlatego musi być niematerialna i nie fizyczna. Przyczyna ta musi być niewyobrażalnie potężna, ponieważ stworzyła całą materię i energię.

Wreszcie Ghazali argumentował, że ta bezprzyczynowa pierwsza przyczyna musi być również istotą osobistą. To jedyny sposób na wyjaśnienie, w jaki sposób odwieczna przyczyna może wywołać skutek z początkiem takim jak wszechświat.

Oto problem: jeśli przyczyna jest wystarczająca, aby wywołać skutek, to jeśli istnieje przyczyna, musi istnieć również skutek. Na przykład przyczyną zamarzania wody jest temperatura poniżej 0 stopni Celsjusza. Jeśli temperatura była poniżej 0 stopni od wieczności, woda wokół byłaby zamarznięta od wieczności. Byłoby niemożliwe, aby woda zaczęła zamarzać zaledwie skończony czas temu. Teraz przyczyna wszechświata istnieje na stałe, ponieważ jest ponadczasowa. Dlaczego więc wszechświat też nie istnieje na stałe? Dlaczego wszechświat powstał zaledwie 14 miliardów lat temu? Dlaczego nie jest tak trwały, jak jego przyczyna?

Ghazali utrzymywał, że odpowiedzią na ten problem jest to, że Pierwszą Przyczyną musi być istota osobowa obdarzona wolnością woli. Jego stworzenie wszechświata jest aktem wolnym, niezależnym od jakichkolwiek uprzednich warunków determinujących. Więc jego akt tworzenia może być czymś spontanicznym i nowym. Wolność woli pozwala uzyskać efekt mający początek w stałej, ponadczasowej przyczynie. W ten sposób zostajemy doprowadzeni nie tylko do transcendentnej przyczyny wszechświata, ale do Osobowego Stwórcy.

To jest wprawdzie trudne do wyobrażenia. Ale jednym ze sposobów myślenia o tym jest wyobrażenie sobie, że Bóg istnieje samotnie bez wszechświata jako niezmienny i ponadczasowy. Jego wolny akt stworzenia jest wydarzeniem doczesnym, równoczesnym z powstaniem wszechświata. Dlatego Bóg wchodzi w czas, kiedy stwarza wszechświat. Bóg jest zatem ponadczasowy bez wszechświata i w czasie ze wszechświatem.

Kosmologiczny argument Ghazali daje nam zatem potężne podstawy do wiary w istnienie bez początku, bez przyczyny, bez czasu, przestrzeni, niezmiennego, niematerialnego, niezwykle potężnego Osobowego Stwórcy wszechświata.

Przypisy:

[1] Al-Gha-zalı-, Kitab al-Iqtisad fi’l-I’tiqad, cytowany w S. de Beaurecueil, „Gazzali et S. Thomas d’Aquin: Essai sur la preuve de l’exitence de Dieu proposée dans l’ Iqtisad et sa comparaison avec les ‘voies’ Thomiste”, Bulletin de l’Institut Francais d’Archaeologie Orientale 46 (1947): 203.

[2] Christopher Isham, „Stworzenie wszechświata jako procesu kwantowego”, s. 378.

[3] Audrey Mithani i Alexander Vilenkin, „Czy wszechświat miał początek?” arXiv:1204.4658v1 [hep-th] 20 kwietnia 2012, s. 5. Aby zapoznać się z dostępnym filmem, zobacz http://www.youtube.com/watch?v=NXCQelhKJ7A (dostęp 23 lutego 2014), gdzie Vilenkin konkluduje: „w chwili obecnej nie ma modeli, które zapewniają zadowalający model dla wszechświat bez początku”.

[4] A. Vilenkin, cytowany w „Dlaczego fizycy nie mogą uniknąć zdarzenia stworzenia”, Lisa Grossman, New Scientist (11 stycznia 2012).

[5] Aron C. Wall, „Uogólnione drugie prawo implikuje twierdzenie o osobliwości kwantowej”, arXiv: 1010.5513v3 [gr-qc] 24 (styczeń 2013), s. 38

Tłumaczenie Marek_P

Źródło