ISLAMBLOG

Wszystko o ISLAMIE

 

Niemcy: Kościół twierdzi że wandalizm popełniany przez antychrześcijańskich imigrantów to: „późne wiosenne porządki”

utworzone przez | lis 6, 2021 | Wiadomości | 0 komentarzy

Jeśli chcesz wiedzieć co Kościół ewangelicki w Niemczech w skrócie EKD robi, możesz wejść na jego stronie internetową. Poza synodem czyli samorządem kościelnym, są to głównie sprawy ziemskie: migracje, zmiany klimatyczne, ratownictwo morskie i powódź stulecia w lipcu.

Na przykład pod nagłówkiem migracja znajduje się tekst ustępującego przewodniczącego Rady EKD Heinricha Bedford-Strohma. Wyjaśnia on co musi zrobić „otwarte i zróżnicowane społeczeństwo”, aby „umożliwić pomoc migrantów”. Przedstawiciel kościoła który czasami ukrywa własny krzyż ze względów religijnych, pisze że chodzi o „wzajemny szacunek i uznanie między przybyszami a społeczeństwem przyjmującym”.

I tak do turyńskiego miasta Nordhausen gdzie Afgańczyk, który wyemigrował do Niemiec w 2015 r., wyraził uznanie dla społeczeństwa przyjmującego, zbezczeszczając kościół, niszcząc średniowieczny krucyfiks i wyjaśniając pastorowi, że Jezus nie jest synem Bożym.

Siedziba kościoła milczy

To było już prawie tydzień temu, ale oprócz cienkiego raportu na stronie internetowej południowego okręgu kościelnego Harz, Kościół Ewangelicki w Niemczech zignorował to. Nie jest również znana reakcja przewodniczącego rady Bedford-Strohma, który poza tym jest bardzo obecny w mediach. Czemu?

Wstępną odpowiedź można znaleźć w oświadczeniu odpowiedzialnego przełożonego i zainteresowanego proboszcza. Jednym zdaniem potępiają „błędy” Afgańczyka coś takiego po prostu się nie robi. Reszta to mieszanka transfiguracji i rozproszenia.

Fakt że muzułmanin wyniósł meble z domu modlitwy, przypomina protestanckim duchownym o „późnych wiosennych porządkach”. Zamieszki o których wspomniano w policyjnym raporcie, nie były jego zmartwieniem. „Uważnie i cierpliwie, ale także wskazując granice”, chcą dalej pracować nad „sposobami wspólnoty”.

Ale Kościół protestancki ewidentnie zapomniał, że wróg musi być najpierw rozpoznany jako wróg i że pokuta poprzedza przebaczenie. Nadal postrzega swojego wroga jako słabą osobę potrzebującą pomocy, nawet jeśli własnoręcznie opróżnił i zburzył jeden z jej kościołów. Twierdzi że jego motywacja pozostaje nieznana, chociaż sam oświadczył, że chrześcijaństwo nie ma miejsca w jego świecie.

Poniżająca reakcja byłaby komiczna, gdyby nie potwierdzała tak tragicznie frazesu kościoła, który broni wszystkiego i wszystkich oprócz siebie i swojej wiary. Jezus mógł głosić niestosowanie przemocy, ale kiedy chodziło o dom Boży, pokazał inną stronę. W Ewangelii Jana wypędza kupców i wymieniających pieniądze ze świątyni nie ciepłymi słowami, ale batem.

Nawet Luter („Kiedy jestem zły, umiem lepiej pisać, modlić się i nauczać”) z pewnością znalazłby inne słowa na atak na kościół chrześcijański niż słowa pastora i superintendenta z południowego Harzu. Ich reakcja luźno oparta na Michelu Houellebecq, może być opisana jedynie jako uległość Turyngii. Tacy duchowni nie chronią najsłabszych sami robią najsłabsze wrażenie. Ci którzy porównują profanację ich domu modlitwy do wiosennych porządków, powinni najlepiej podać rękę sprawcy, a także wynieść meble.

To samo dotyczy przywódców kościoła w Hanowerze. Jeszcze raz: Dlaczego EKD milczy? Przypuszczalnie dlatego, że to, co wydarzyło się w Nordhausen, nie pasuje do jego przesłania dotyczącego polityki migracyjnej. Cudzoziemiec jest w nim bez wyjątku osobą słabą, godną ochrony. Gdyby rodowity Niemiec obrabował i zniszczył meczet, to jest prawie pewne, że przewodniczący Rady Bedford-Strohm już dawno by przemówił w zmartwiony i upominający sposób. Właśnie oświadczył, że nie ma problemu z muzułmańskimi wezwaniami do modlitwy w Kolonii.

Te ostatnie byłyby warte omówienia, podobnie jak ziemskie zaangażowanie Kościoła w politykę migracyjną, która stoi na straży praw człowieka lub środków przeciwdziałających zmianom klimatu. Ale to pusta rozmowa, jeśli brakuje rdzenia – zaangażowania we własną wiarę. A zaangażowanie w tym przypadku oznacza obronę: nie przed słabymi ludźmi potrzebującymi pomocy, ale przed pewnymi siebie młodymi mężczyznami, którzy w ogóle gardzą tym społeczeństwem, a w szczególności swoją niegdyś kulturotwórczą wiarą chrześcijańską.

Źródło