Zaznacz stronę
Skąd pochodzą demony?

Skąd pochodzą demony?

 

SKĄD POCHODZĄ DEMONY

Michael S. Heiser

Każdy kto zna Biblię, wie że mówi ona o aniołach i demonach. Ale większość zdziwiłaby się, gdyby się dowiedziała, że ​​w Biblii nie ma wersetu wyjaśniającego, skąd pochodzą demony. Chrześcijanie zazwyczaj zakładają, że demony są upadłymi aniołami. Aniołami zrzuconymi z nieba wraz z Szatanem (Diabłem) tuż przed kuszeniem Adama i Ewy. Ale zgadnij co? W Biblii nie ma takiej historii. Jedyny opis czegoś takiego znajduje się w Księdze Objawienia 12:9 – ale okazją do tego całego wydarzenia były narodziny Mesjasza (Ap 12:4-6), wydarzenie długo po Adamie i Ewie. Idea pierwotnego upadku aniołów pochodzi z tradycji kościelnej i wielkiego angielskiego poety Johna Miltona w jego epickim Raju utraconym.

Więc jeśli Biblia nie wspomina o starożytnym wygnaniu z nieba aniołów, które później stały się znane jako demony, skąd pochodzą demony?

Właściwie istnieje prosta odpowiedź na to pytanie, ale prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś o niej. W starożytnych tekstach żydowskich, takich jak Zwoje znad Morza Martwego, demony są bezcielesnymi duchami martwych gigantów Nefilim, którzy zginęli w czasie wielkiej powodzi.

Wiem o czym myślisz, próbujesz nas przestraszyć bo to sezon Halloween. Przyznam że to świetna historia na Halloween, ale poważnie uważam że jest to poprawna odpowiedź. Pokrótce naszkicuję za chwilę tę ideę, ale jeśli chcesz znać wszystkie detale, musisz przeczytać moją książkę „The Unseen Realm”.

Chociaż wspomniałem powyżej Zwoje znad Morza Martwego, nie daj się zwieść. To wyjaśnienie pochodzenia demonów ma bezpieczne potwierdzenie w tekście biblijnym. Dla starożytnego czytelnika, kogoś kto żył w czasach Biblii, wyjaśnienie to byłoby całkiem jasne. Aby zobaczyć co mam na myśli, musimy wrócić do biblijnej relacji o wielkim potopie.

SYNOWIE BOŻY, NEFILIM I MEZOPOTAMSKI APKALLU

W pierwszych czterech wersetach biblijnej relacji o potopie czytamy:

Gdy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi i rodziły im się córki; Synowie Boży, widząc, że córki ludzkie były piękne, brali sobie za żony wszystkie, które sobie upodobali. I powiedział PAN: Mój duch nie będzie na zawsze się spierał z człowiekiem, bo jest on ciałem. Będzie więc jego dni sto dwadzieścia lat. A w tych dniach byli na ziemi olbrzymi; nawet i potem, gdy synowie Boży zbliżali się do córek ludzkich, a one rodziły im synów. To są mocarze, którzy od dawna byli sławnymi mężczyznami. UBG Księga Rodzaju 6:1-4

Synowie Boży w bardziej znanym języku aniołowie, przekraczają ustanowioną przez Boga granicę między niebem a ziemią, płodząc dzieci z ludzkimi kobietami. Te dzieci są określane jako Nefilim. Termin „Nefilim” nie oznacza „upadłych”; to znaczy „giganci”. Ci którzy chcą przeczytać dane naukowe stojące za tym wnioskiem, mogą przeczytać The Unseen Realm. Dla naszych celów musimy się skoncentrować na tym, co badacze starożytnego pisma klinowego odkryli na glinianych tabliczkach znanych ze starożytnej Mezopotamii. Mianowicie odkryli niedawno na tych tabliczkach nowe dowody, które dostarczają jasnych i wyraźnych paraleli do Księgi Rodzaju 6:1-4. Znaleziska które potwierdzają to, co zaproponowałem i wyjaśniają, dlaczego ta dziwna historia została włączona do historii o powodzi.

W mezopotamskiej religii boskie istoty znane jako apkallu są centralnym punktem mezopotamskiej wersji opowieści o potopie. Apkallu byli dystrybutorami boskiej wiedzy dla ludzkości. Przypisuje się im nauczanie mieszkańców Mezopotamii tego, co musieli wiedzieć, aby ustanowić cywilizację. Kiedy wielcy bogowie uznali, że ludzie zasłużyli na zgładzenie, apkallu wymyślili plan zachowania boskiej wiedzy. Zaplanowali krzyżowanie ludzi z anielskimi istotami po to by uzyskać półbogów. Rzeczywiście plan zadziałał, ponieważ quasi-boscy ludzie, którzy przeżyli powódź – znaną również jako apkallu – odbudowali cywilizację. Byli to potężni, których mądrość i wyczyny doprowadziły do ​​wielkości miast takich jak Babilon. Te „apkallu drugiej generacji” były nie tylko bosko-ludzkimi hybrydami, ale zostały również opisane jako olbrzymy w eposach mezopotamskich. Gilgamesz jest chyba najbardziej znanym przykładem. Nazywany jest „władcą apkallu” w inskrypcji pismem klinowym na małej glinianej pieczęci.

Nie traćmy sedna. Każdy element historii biblijnej – boskie istoty żyjące z ludzkimi kobietami i wydające olbrzymie potomstwo – jest reprezentowany w historii mezopotamskiej. Zarówno boscy ojcowie, jak i ich olbrzymie dzieci nazywani są w źródłach klinowych apkallu. Nawiasem mówiąc, posągi apkallu zostały odkryte przez archeologów w skrzynkach w fundamentach murów w celu ochrony przed złymi duchami. Pudełkowane apkallu są określane przez inny mezopotamski termin: mats-tsarey, co oznacza „obserwatorów”.

Chociaż jest to interesujące (i dziwaczne), możesz zapytać, co to ma wspólnego z demonami. Odpowiedzią jest teologia.

„ANAKIM, KTÓRYCH UWAŻA SIĘ ZA REFAIM” (PWT 2:11)

Księga Rodzaju 6:1–4 została napisana przez Izraelitów, którzy chcieli powiedzieć: apkallu przed potopem nie byli dobrymi ludźmi. To co zrobili było niegodziwe, a gigantyczne potomstwo apkallu stworzone przez ich występek było wrogami prawdziwego Boga nieba. W rzeczywistości ich własne, gigantyczne potomstwo było nastawione na unicestwienie Izraela wiele lat później.

Później w historii biblijnej, w czasach Mojżesza i Jozuego, Izraelici natknęli się na grupy bardzo dużych wojowników zwanych Anakim. Liczby 13:32–33 mówią nam wyraźnie, że Anakim pochodzili od Nefilim. Klany olbrzymów miały również inne nazwy: Emim, Zamzummim i Rephaim (Pwt 2-3). Wojny o podbój ziemi wymagały unicestwienia tych gigantycznych Anakim, dlatego Jozue podsumował podbój w ten sposób: „W ziemi ludu Izraela nie pozostał żaden z Anakimów. Tylko w Gazie, Gat i Aszdod niektórzy pozostali”. To były trzy miasta filistyńskie. Goliat miał pochodzić od jednego z nich w czasach Dawida (1 Sm 17:4).

Kluczem do zrozumienia, w jaki sposób ci giganci byli postrzegani jako demony biblii jest idea, która znalazła wiele uwagi w Starym Testamencie, czyli termin Refaim. W Starym Testamencie Refaim są opisani jako giganci watażkowie (Pwt 2:8-11; 3:1-11; Joz 13:12), ale także jako przerażające, złowrogie, bezcielesne duchy („cienie”) w Zaświatach, po hebrajsku zwany Szeolem (Iz 14:9; 26:14; Job 26:5). Bezcielesne duchy tych olbrzymów były zatem związane z siedzibą zmarłych, czego wszyscy się obawiali, ponieważ wszyscy bali się śmierci.

Ale Refaim mieli też inne okropne skojarzenie. W Starym Testamencie jest prawie 10 odniesień do miejsca zwanego Doliną Refaim (np. 2 Sam 5:18, 22; 23:13). Jozue 15:8 i 18:16 mówią nam, że Dolina Refaim przylegała do innej doliny — Doliny Hinnoma, znanej również jako Dolina Syna Hinnoma. W języku hebrajskim „Dolina Hinnoma” to ge hinnom, fraza, od której wywodzi się nazwa gehenna – termin koncepcyjnie powiązany z Hadesem/Piekłem w Nowym Testamencie.

WIĄZANIE WĄTKÓW RAZEM

Chociaż to nadprzyrodzone tło umyka większości myślicieli chrześcijańskich w historii chrześcijaństwa do dnia dzisiejszego, było dobrze znane pokoleniu Żydów, które żyło tuż po okresie Starego Testamentu – co uczeni nazywają okresem „Drugiej Świątyni”. To właśnie w tej epoce napisano takie księgi jak 1 Henoch, a także Zwoje znad Morza Martwego.

W księdze 1 Henocha nikczemni synowie Boży z Księgi Rodzaju 6:1-4 nazywani są nie tylko aniołami – nazywani są Strażnikami. Link do mezopotamskiego apkallu jest przejrzysty i nie do pomylenia. 1 Henoch wyjaśnia, w jaki sposób Obserwatorzy i ich potomkowie byli źródłem demonów:

Gdy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi i rodziły im się córki;

Synowie Boży, widząc, że córki ludzkie były piękne, brali sobie za żony wszystkie, które sobie upodobali.

I powiedział PAN: Mój duch nie będzie na zawsze się spierał z człowiekiem, bo jest on ciałem. Będzie więc jego dni sto dwadzieścia lat.

A w tych dniach byli na ziemi olbrzymi; nawet i potem, gdy synowie Boży zbliżali się do córek ludzkich, a one rodziły im synów. To są mocarze, którzy od dawna byli sławnymi mężczyznami. UBG Księga Rodzaju 6:1-4

Wtedy Michał, Surafel i Gabriel obserwowali uważnie z nieba i ujrzeli wiele krwi przelanej na ziemię i cały ucisk, jaki był dokonywany na ziemi. . . . A kobiety rodziły olbrzymów do tego stopnia, że ​​cała ziemia była wypełniona krwią i uciskiem. A teraz oto Święty będzie płakał, a ci, którzy umarli, zaprowadzą się do bramy nieba. Ich jęki wzniosły się (do nieba), ale nie mogli wydostać się z oblicza ucisku, który jest dokonywany na ziemi. . . . A do Gabriela Pan powiedział: „Postępuj przeciwko bękartom i złoczyńcom i dzieciom cudzołóstwa; zgładź dzieci cudzołóstwa i wypędź dzieci Czuwających spośród ludu. I poślij ich przeciwko sobie, aby zostali zgładzeni w walce, bo nie mieli długich dni. . . ”.

A kiedy oni i wszystkie ich dzieci będą walczyć ze sobą i kiedy zobaczą zniszczenie swoich ukochanych, spętajcie ich na 70 pokoleń pod skałami ziemi, aż do dnia ich sądu i ich skończenia, aż do wiecznego wyrok został zakończony. . . . Ale teraz giganci, którzy narodzili się z (zjednoczenia) duchów i ciała, będą nazwani złymi duchami na ziemi, ponieważ ich mieszkanie będzie na ziemi i wewnątrz ziemi. 9 Złe duchy wyszły z ich ciał. Ponieważ od dnia, w którym zostali stworzeni ze świętych, stali się Strażnikami; ich pierwszym źródłem jest fundament duchowy. Staną się źli na ziemi i będą nazwani złymi duchami. 1 Enoch 6:1-2; 7:1; 9:1, 9-10; 10:9; 15:8-9

Enoch nazywa olbrzymów „bękartami” – określenie to zostało użyte w odniesieniu do demonów w kilku Zwojach znad Morza Martwego. Niebiblijny psalm znaleziony w Zwojach znad Morza Martwego nazywa demony „potomstwem człowieka i nasieniem świętych”, co jest wyraźnym odniesieniem do bezcielesnych duchów bosko-ludzkiego potomstwa z Księgi Rodzaju 6:1-4.

Kilka wątków tego wyjaśnienia demonów pojawia się w Nowym Testamencie, ale wspomnę tylko jeden. Fragment z 1 Henocha mówi, że Strażnicy, których występki doprowadziły do ​​powstania demonów, mieli być związani „na 70 pokoleń pod skałami ziemi”. Ta wiara znajduje się w 2 Piotra 2:4-5, gdzie Piotr, mówiąc o dniach Noego, mówi: „Bóg nie oszczędził aniołów, gdy zgrzeszyli, ale wrzucił ich do piekła i zakuł w łańcuchy ponurej ciemności, aby były zachowane aż do wyroku”. Piotr i autor 1 Henocha nadawali na tych samych falach — obaj rozumieli pierwotny kontekst Księgi Rodzaju 6:1-4.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Wiadomość dla większości czytelników Biblii jest taka, że ​​jeśli chodzi o nadprzyrodzony światopogląd Biblii, to co myślisz że wiesz, może takie nie być. Nie zadowalaj się przekazanymi tradycjami dotyczącymi tego, co jest w Biblii (a czego nie ma). Mam nadzieję, że nawet taka okazja jak Halloween, z jego zasłużoną reputacją ciemności, może zmotywować nas do podjęcia wysiłku zrozumienia Biblii w świetle światopoglądu ludzi, którzy ją stworzyli. Taki jest cel The Unseen Realm.

Tłumaczenie Marek_P >>>  Źródło

Argument Idealnego Tuningu Wszechświata na istnienie Boga

Argument Idealnego Tuningu Wszechświata na istnienie Boga

 

Argument Idealnego Tuningu Wszechświata na istnienie Boga

Evan Minton

W ciągu ostatnich 50 lat naukowcy odkryli, że prawa i stałe fizyki zaskakująco splatają się w taki sposób, aby wszechświat nadawał się do życia. Gdyby prawa fizyki zostały zmodyfikowane w najmniejszym stopniu, wszechświat nie byłby w stanie podtrzymywać żadnego rodzaju życia. Dlatego nazywa się to „dostrajaniem” wszechświata.

W tym wpisie na blogu najpierw wymienię prawie tuzin przykładów tego dostrojenia, następnie przedstawię argument, dlaczego Inteligentny Stwórca jest najlepszym wyjaśnieniem tego dostrojenia a następnie przeanalizuję 5 najlepszych zarzutów ateistów przez lata sprzeciwiających się „The Fine-Tuning Argument”.

Przykłady dostrajania

1: Oddziaływanie Silne — jest jednym z czterech podstawowych oddziaływań we wszechświecie. Jest to siła wiążąca protony i neutrony w jądrze wszystkich atomów. Tylko na podstawie tego można powiedzieć, jak ważna jest ta siła dla istnienia życia fizycznego. W końcu wszystko składa się z atomów! Moje ciało, wasze ciało i ciało każdego zwierzęcia na tej planecie składa się z atomów. Ten komputer, na którym piszę, składa się z atomów, podobnie jak biurko, na którym siedzi. Tak więc, gdyby to oddziaływanie było choć trochę słabsza, miałoby to druzgocący wpływ na życie!

Ale co konkretnie poszłoby nie tak? Gdyby oddziaływanie silne było nieco słabsze, nie byłyby wystarczająco silne, aby związać ze sobą protony i neutrony w środku atomów. Oznacza to, że wodór byłby jedynym pierwiastkiem w całym wszechświecie! Czemu? Ponieważ atom wodoru ma tylko jeden proton i nie ma neutronów w swoim jądrze. Ma również tylko jeden elektron krążący wokół jej jądra. Gdyby Silne Siły Jądrowe były nieco słabsze, byłyby tak słabe, że żadne protony nie łączyłyby się z innymi protonami i neutronami. Stąd pojedyncze białko, pojedyncze atomy elektronów wypełniłyby kosmos (tj. atom wodoru). Oczywiście w takim wszechświecie nie może istnieć żadne życie. Z drugiej strony, gdyby oddziaływanie silne było nieco silniejsze, byłyby tak skuteczne w wiązaniu cząstek subatomowych, że nie mogłyby istnieć atomy wodoru, ponieważ do każdego protonu przylgnęły by inne protony i neutrony. W takim wszechświecie jak ten mogły istnieć tylko ciężkie pierwiastki, bez wodoru. Chemia życia jest niemożliwa, jeśli wodór albo nie istnieje, albo jest jedynym istniejącym pierwiastkiem.

Jakie są szanse, że oddziaływanie silne jest dostrojone do życia? Gdyby wartość oddziaływania została zmieniona o 1 przy wartości 10^30 potęgi, życie nie miałoby prawa istnieć. Wyobraź sobie liczbę 10 i 30 zer, jeśli ją zmienisz o 1 nie o jedno zero tylko zaledwie o 1, nie czytałbyś tego teraz. [1]

2: Oddziaływanie Słabe – siła ta jest odpowiedzialna za radioaktywny rozpad cząstek subatomowych i odgrywa zasadniczą rolę w rozszczepieniu jądrowym. Gdyby ta siła była jeszcze silniejsza, materia zamieniłaby się w ciężkie pierwiastki w tempie zbyt szybkim dla życia. Gdyby była słabsza materia pozostałyby w postaci tylko najlżejszych elementów. Tak czy inaczej, pierwiastki kluczowe dla chemii życia (takie jak węgiel, tlen, azot i fosfor) nie istniałyby.

Jak precyzyjnie dostrojone jest oddziaływanie słabe? 1 część z 10^100! To jedynka, po której następuje 100 zer. Wystarczy zmiana o 1 w takiej gigantycznej liczbie i już nie ma życia jakie znamy. [2]

3: Siła grawitacji — Siła grawitacji określa, jak gorąco będą palić się nuklearne piece w jądrach gwiazd. Gdyby ta siła była nieco silniejsza, gwiazdy paliłyby się zbyt szybko i zbyt chaotycznie, by mogło istnieć życie. To źle, ponieważ planeta zdolna do podtrzymania życia musi krążyć wokół gwiazdy, która jest zarówno stabilna jak i długo płonąca. Z drugiej strony, gdyby grawitacja była nieco słabsza, gwiazdy nigdy nie stałyby się wystarczająco gorące, aby wywołać fuzję jądrową, a zatem wiele pierwiastków wymaganych do życia nigdy by się nie uformowało. Ponieważ te pierwiastki są zasadniczo „gotowane” w jądrach gwiazd, konieczne jest aby gwiazdy były w stanie osiągnąć określoną temperaturę, aby je zsyntetyzować. Wszechświat, w którym grawitacja byłaby nieco słabsza, byłby wszechświatem, w którym nie istnieją pierwiastki cięższe od wodoru i helu.

Jakie są szanse, że grawitacja powinna mieścić się w bardzo wąskim zakresie, aby zapobiec wspomnianym efektom? Wprowadź zmianę o 1 w liczbie 10^36 potęgi już nie ma wszechświata jaki znamy. Pokażę ci ilustrację, która pomoże ci zrozumieć te niskie szanse. W swojej książce The Case For A Creator Lee Strobel przeprowadza wywiad z Robinem Collinsem, filozofem, a obecnie przewodniczącym Wydziału Filozofii w Messiah College w Grantham w Pensylwanii. W „The Case For A Creator” Collins wyobraża sobie linijkę rozciągającą się od jednego końca wszechświata do drugiego (długość około 93 miliardów lat świetlnych), a linijka jest podzielona co jeden cal. Te cale reprezentują możliwe wartości siły grawitacji. Jeden cal na 93 miliardów lat świetlnych! Jakie są szanse? [3]

4: Oddziaływanie elektromagnetyczne — Astrofizyk Hugh Ross wyjaśnia, że „Gdyby siła elektromagnetyczna była nieznacznie większa, atomy trzymałyby się elektronów tak mocno, że nie byłoby możliwe dzielenie elektronów z innymi atomami. Ale gdyby siła elektromagnetyczna była nieznacznie słabsza, atomy w ogóle nie trzymałyby się elektronów i znowu nie miałoby miejsca dzielenie elektronów między atomami, co umożliwia molekuły. Jeśli ma istnieć więcej niż kilka cząsteczek, siła elektromagnetyczna musi być…. idealnie wyważona” [4]

Szanse na to, że siła elektromagnetyzmu będzie w sam raz dla życia, wynosi 1 do 10^40

5: Stosunek liczby elektronów do liczby protonów – musi być dostrojony. Gdybyśmy mieli zbyt wiele elektronów, elektromagnetyzm pokonałby grawitację, co uniemożliwiłoby powstawanie galaktyk, gwiazd i planet. Gdybyśmy mieli zbyt wiele protonów, elektromagnetyzm zdominowałby również grawitację, co uniemożliwiłoby powstawanie galaktyk, gwiazd i planet. Tak czy inaczej, gdybyśmy mieli zbyt wiele elektronów lub zbyt wiele protonów, ciała niebieskie nigdy by się nie uformowały. Jest to oczywiście szkodliwe dla życia, ponieważ jeśli nie ma galaktyk, gwiazd i planet, nie ma domu w którym można by żyć.

Szansa na to, że Wszechświat wytworzy odpowiednią liczbę elektronów i protonów, wynosi 1 na 10^37 (to liczba 10, po której następuje 37 zer). 1 szansa na 10^37 jest tak nieprawdopodobna, że ​​trudno to sobie wyobrazić. W swojej książce Stwórca i kosmos astrofizyk Hugh Ross daje nam ilustrację, która pomoże nam wyobrazić sobie to nieprawdopodobieństwo. Pisze: „Jeden do 10^37 jest tak niewiarygodnie wrażliwą równowagą, że trudno ją sobie wyobrazić. Pomocna może być następująca analogia: pokrycie całego kontynentu północnoamerykańskiego w dziesięciocentówkach aż do księżyca, wysokość około 239 000 mil (dla porównania, pieniądze na spłatę długu rządu federalnego USA pokryłyby jedną milę kwadratową mniej niż dwie stopy głębokie z dziesięciocentówkami.). Następnie stos dziesięciocentówek stąd na Księżyc na miliardach innych kontynentów tej samej wielkości co Ameryka Północna. Pomaluj jedną dziesięciocentówkę na czerwono i zmieszaj ją z miliardami stosów dziesięciocentówek. Zawiąż oczy przyjacielowi i poproś go, aby wybrał jedną dziesięciocentówkę. Szanse, że wybierze czerwoną dziesięciocentówka, wynoszą 1 do 10^37.” [5]

To jest niewiarygodne nieprawdopodobne! Gdyby twój przyjaciel znalazł czerwoną monetę, jaki byłby twój wniosek? Że przez przypadek znalazł czerwony dziesięciocentówkę? A może doszedłby do wniosku, że celowo go szukał? Nie wiem jak wy, ale doszedłbym do wniosku, że mój przyjaciel celowo szukał czerwonej monety!

6: Stosunek elektronu do masy protonu również musi być precyzyjnie dostrojony. Nie wystarczy tylko mieć odpowiednią liczbę elektronów i protonów, ale ich stosunek masowy również musi być odpowiedni. Jeśli masa elektronu lub masa protonu byłaby nieco mniejsza, to wiązanie między chemikaliami byłoby niewystarczające dla chemii życia. [6]

Jak dobrze to dostrojone? 1 do 10^37! Teraz, gdybyś był na tyle łatwowierny, by uwierzyć że twój przyjaciel z zasłoniętymi oczami dostał czerwoną monetę przez przypadek za pierwszym razem, czy uwierzyłbyś że dostał czerwoną monetę dwa razy z rzędu przez przypadek? Oczywiście nie!

7: Tempo ekspansji Wszechświata. Gdyby wszechświat rozszerzył się zbyt szybko, cała materia rozpadłaby się zbyt szybko, aby grawitacja mogła ją przejąć i skondensować w galaktyki, gwiazdy i planety. W takim wszechświecie żadne życie nie byłoby możliwe. Wszechświat składałby się wyłącznie z pojedynczych kawałków materii i gazu. Nie byłoby domu, w którym można by żyć. Z drugiej strony, gdyby wszechświat rozszerzał się zbyt wolno, grawitacja miałaby tak silne oddziaływanie na wszystkie kawałki materii we wszechświecie, że zapadałaby się na siebie. Czemu? Ponieważ w fizyce przyciąganie grawitacyjne dwóch masywnych ciał przyciąga się nawzajem, a im bardziej masywne są te ciała, tym silniej się przyciągają. A kiedy wszechświat jest młody (a zatem mały), wszystkie kawałki materii we wszechświecie będą ciasno skupione, a zatem grawitacja spowoduje spowolnienie ekspansji wszechświata. Ale wraz ze starzeniem się wszechświata, cała materia będzie się stopniowo rozrastać. W wyniku stopniowego oddalania się materii, grawitacja będzie coraz bardziej niewystarczająca w swojej zdolności do spowalniania ekspansji kosmicznej, podczas gdy ciemna energia będzie coraz bardziej wydajna pod względem zdolności do rozszerzania Wszechświata [7]. O ciemnej energi napiszemy za chwile.

W każdym razie, gdyby wszechświat rozszerzył się zbyt szybko, nie powstałyby żadne galaktyki, gwiazdy ani planety, ale gdyby wszechświat rozszerzał się zbyt wolno, wszechświat załamałby się, zanim mogłyby powstać galaktyki, gwiazdy i planety.

Nieżyjący już Stephen Hawking wyjaśnia, że ​​„Gdyby tempo ekspansji w sekundę po Wielkim Wybuchu było mniejsze nawet o jedną część na sto miliardów milionów, wszechświat uległby ponownemu zapadnięciu, zanim kiedykolwiek osiągnąłby swój obecny rozmiar” [8].

8: Ciemna energia również musi być dostrojona. Ciemna Energia jest rodzajem energii, która jest osadzona w samej strukturze przestrzeni. [9] Tempo ekspansji wszechświata jest regulowane przez dwie siły: grawitację i ciemną energię. Grawitacja i ciemna energia służą jako odpowiednik pedału hamulca i gazu w samochodzie. Jeśli trzymasz stopę bardziej wyraźnie na jednym pedale niż na drugim, Twój samochód albo będzie jechał bardzo szybko, albo będzie jechał bardzo wolno. Jak wyjaśniono powyżej, tempo ekspansji Wszechświata ma kluczowe znaczenie dla uzyskania galaktyk, gwiazd i planet. Gdyby pedały hamulca i gazu w kosmosie nie były precyzyjnie dostrojone względem siebie, albo wszechświat rozszerzyłby się zbyt szybko, a zatem cała materia we wszechświecie rozleciłaby się, zanim grawitacja mogłaby zrobić z niego planety. albo wszechświat rozszerzałby się tak wolno, że grawitacja pociągnęłaby wszystko do tyłu, powodując „wielki zgrzyt”. Ciemna Energia to pedał gazu wszechświata. To jest powód, dla którego przestrzeń się rozszerza.

Jak precyzyjnie dostrojona jest ciemna energia? 1 do 10^120! To 10 i 120 zer!

Lee Strobel w filmie The Case For A Creator podaje ten przykład, aby pomóc nam zrozumieć, jak nieprawdopodobne jest to. Mówi, że szanse na to że ciemna energia będzie odpowiednia, są takie same, jak gdybyś leciał tysiące mil w kosmos, rzucał strzałą w Ziemię i przybijał cel o średnicy bilionowej z bilionowej cala !

Jednak dostrajanie ciemnej energii blednie w porównaniu z następnym parametrem, którym zamierzam się zająć.

9: Poziom entropii wczesnego wszechświata. Jest precyzyjnie dostrojony do 1 części z 10^10^123! To jest 10 do potęgi 10 do potęgi 123 [10]. Jeśli chcesz zorientować się, jak duża jest ta liczba, rozważ to. Jeśli ustawisz laptopa przed dwuletnim maluchem z otwartym programem Microsoft Word i powiesz mu, aby położył palec na klawiszu 0, dopóki po cyfrze 1 nie zostanie wpisanych 10^123 zer, jak długo zajmie temu dziecku wpisać 10^123 zer? Umrze jako starzec, zanim skończy wpisywać wszystkie zera! W rzeczywistości, jeśli zamienisz starego człowieka na innego dwuletniego malucha i powiesz mu, aby wpisał zera, aby dokończyć pracę swojego poprzednika, on też umrze jako staruszek, zanim skończy! W rzeczywistości możesz przejść przez 10 pokoleń mężczyzn spędzających całe życie na wpisywaniu zer, a oni nadal nie byliby w stanie wpisać tej liczby w całości!

To niewiarygodnie gigantyczna liczba! Kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o tym w podręczniku fizyki, moja głowa prawie eksplodowała! To nawet nie liczy liczby członów w zbiorze przedmiotów, które ma opisywać zapisana liczba! Liczba członków w kolekcji elementów zawsze jest większa od zer w liczbie opisującej liczbę członków w kolekcji. Na przykład liczba 100 ma tylko dwa zera, ale w zbiorze 100 elementów jest znacznie więcej elementów niż w liczbie 100! Gdybyś miał stadion na 1000 osób, byłoby na nim znacznie więcej ludzi niż zer w liczbie 1000. W liczbie 100 są tylko dwa zera. W liczbie 1000 są trzy zera, ale w obu przypadkach liczba członków w zbiorze elementów przewyższa liczbę zer w liczbie! Więc jeśli w liczbie jest 10^123 zer, jak wyglądałaby kolekcja 10^10^123) elementów?

Wracając do analogii z dziesięciocentówkami Hugh Rossa, ile stosów dziesięciocentówek musiałby przeszukać twój przyjaciel, aby uzyskać czerwony pens? Cóż, pamiętasz, jak nieprawdopodobne było, aby twój przyjaciel wyciągnął czerwone dziesięciocentówki z 10^37 monet? To tylko 37 zer! To jest 10^123 zer! Szanse, że twój przyjaciel znajdzie czerwoną dziesięciocentówkę ze stosu tej wielkości, są biliony, biliony, biliony razy bardziej nieprawdopodobne niż w oryginalnej analogii dziesięciocentówek!

Co by się stało, gdyby entropia była mniej lub  więcej we wszechświecie? Hugh Ross wyjaśnia, że ​​„Gdyby tempo rozpadu było choć trochę niższe, układy galaktyczne wyłapywałyby promieniowanie w taki sposób, że gwiazdy nie mogłyby powstać. Galaktyki bezgwiezdne wypełniłyby wszechświat. Z drugiej strony, gdyby tempo rozpadu było nieco wyższe, nie powstałyby żadne układy galaktyczne. W obu przypadkach nie byłoby „Ziemi”, która służyłaby jako dom na całe życie” [11]

10: Fale Wielkiego Wybuchu. Jonathan McLatchie wyjaśnia, że „fale we wszechświecie pozostałe po pierwotnej osobliwości „Wielkiego Wybuchu” (często określanej jako CMB lub kosmiczne promieniowanie tła) są wykrywalne w jednej części na 10^5^100 000. Gdyby ten czynnik był nawet nieco mniejszy, kosmos istniałby wyłącznie jako zbiór gazu — gwiazdy, planety i galaktyki nie istniałyby. I odwrotnie, gdyby ten czynnik został nieznacznie zwiększony, wszechświat składałby się tylko z dużych czarnych dziur. Tak czy inaczej wszechświat nie nadawałby się do zamieszkania” [12]

Istnieje około 37 tych stałych i wielkości, które muszą być precyzyjnie skalibrowane, aby życie istniało we wszechświecie, ale dla zwięzłości wymieniłem tylko 10 z nich.

Argument za Inteligentnym Projektantem

Jak wytłumaczyć to niezwykłe dostrojenie? Myślę, że najlepszym wyjaśnieniem jest to że Inteligentny Projektant celowo dostroił stałe i wielkości fizyczne, aby przejęły wartości potrzebne do podtrzymania życia. Aby przedstawić ten argument, posłużę się sylogizmem, którego używa filozof dr William Lane Craig w swoich książkach On Guard [13] i Reasonable Faith [14].

1: Dostrajanie jest spowodowane fizyczną koniecznością, przypadkiem lub inteligentnym zaprojektowaniem.

2: Nie jest to spowodowane fizyczną koniecznością lub przypadkiem.

3: Dlatego wynika to z inteligentnego zaprojektowania.

Jest to logicznie poprawny sylogizm. Zasadą logiki, którą kieruje się ten argument, jest rozłączny sylogizm. Dlatego też, jeśli przesłanki są prawdziwe, wniosek wynika logicznie i koniecznie. Czy te przesłanki są prawdziwe, czy fałszywe? Przyjrzyjmy się im.

Przesłanka 1 nie powinna być dyskusyjna. W końcu jest to po prostu lista możliwych wyjaśnień dostrojenia wszechświata. Jak ktoś mógłby sprzeciwić się liście potencjalnych wyjaśnień? Teraz, jeśli sceptyk może wymyślić czwartą alternatywę, może dodać ją do listy, a następnie zbadamy ją, kiedy dojdziemy do przesłanki 2, ale w ciągu 50 lat od odkrycia precyzyjnego dostrojenia nikt zaoferował jakiekolwiek wyjaśnienie inne niż 3 wymienione tutaj. Tak więc, ponieważ ta przesłanka jest po prostu listą możliwych wyjaśnień, nie powinna budzić kontrowersji.

A co z przesłanką 2? Czy założenie 2 jest prawdziwe? Przesłanka 2 mówi, że dostrojenie nie jest spowodowane ani fizyczną koniecznością, ani przypadkiem.

Pierwszym wyjaśnieniem, które musimy zbadać, jest fizyczna konieczność. Ludzie którzy opowiadają się za tą opcją, twierdzą że wszechświat musi z fizycznej konieczności, umożliwiać życie. Wydaje mi się to naciągane. Ta alternatywa jest twierdzeniem, że grawitacja nie mogła być silniejsza ani słabsza niż jest, albo że oddziaływania nie mogły być bardziej lub mniej atrakcyjne, albo że Wszechświat nie mógł rozszerzać się szybciej ani wolniej niż w rzeczywistości. Wszystkie te stałe i wielkości wyglądają tak, jakby mogły być różne, a każda z nich, gdyby była inna, uniemożliwiłaby wszechświatowi zawieranie życia. Każdy sprzeciwiający się, który chce podważyć wnioskowanie o projekcie, twierdząc że prawa fizyki są fizycznie konieczne, ponosi ciężar dowodu. Niestety dla naszego sceptycznego przyjaciela jest to niezwykle duże obciążenie.

Cóż, czy to może być wynik przypadku? Nie sądzę. Lee Strobel w filmie The Case For A Creator mówi, że szanse na uzyskanie odpowiedniej wartości stałej kosmologicznej (inna nazwa ciemnej energii) i grawitacji są takie same, jak prawdopodobieństwo, że osoba z zawiązanymi oczami może wybrać jeden konkretny atom ze wszystkich atomów we wszechświecie! Szansa na uzyskanie odpowiedniej liczby elektronów w protonach wynosi 1 do 10^37, co według astrofizyka Hugh Rossa jest podobne do osoby z zawiązanymi oczami, która losowo wybiera znaczek ze stosu, który wypełnia miliard kontynentów wielkości Ameryki Północnej! Szanse na pojawienie się stanu niskiej entropii Wszechświata to 1 szansa na 10^10^123! To byłoby przyjęcie dziesięciocentówki analogii Hugh Rossa i powiększenie jej biliony, biliony i biliony razy! Naukowiec Roger Penrose twierdzi, że prawdopodobieństwo powstania naszego Układu Słonecznego w wyniku przypadkowego zderzenia cząstek wynosi 1 do 10^10^60. Penrose nazywa tę liczbę „całkowitą paszą dla kurczaków” w porównaniu do 1010(123)! [15]

Każda z tych stałych i wielkości jest statystycznie niemożliwa sama w sobie, ale kiedy pomnoży się je wszystkie razem, nieprawdopodobieństwo mnoży się przez nieprawdopodobność przez nieprawdopodobność, aż nasze umysły będą wirować w niezrozumiałych liczbach.

1: Precyzyjne dostrojenie wszechświata wynika z fizycznej konieczności, przypadku lub projektu.

2: Nie jest to spowodowane fizyczną koniecznością lub przypadkiem.

3: Dlatego wynika to z projektu.

“ALE….”

Musimy przyjrzeć się zastrzeżeniom, jakie zwykle podnoszą ateiści przeciwko Argumentowi dostrajania, aby zobaczyć, czy rzeczywiście jest on tak dobry jak się wydaje. Oto najlepsze kontry ateistów!

ZASTRZEŻENIA

Zarzut 1: Argument dotyczący wieloświata

Jedną z najczęstszych odpowiedzi na Argument dostrajania jest odwołanie się do wieloświata. Czym jest wieloświat? Sceptyk Martin Rees, który po trzydziestce został profesorem astronomii w Cambridge, ilustruje to w ten sposób: „Jeśli jest duży stos ubrań, nie dziwi Cię znalezienie pasującego garnituru. … Jeśli istnieje wiele wszechświatów, z których każdy rządzi się innym zestawem liczb, będzie taki, w którym istnieje określony zestaw liczb odpowiedni do życia. Akurat w nim właśnie jesteśmy.” [16]. Innymi słowy, nasz wszechświat jest tylko jednym z nieskończonej liczby wszechświatów, a biorąc pod uwagę prawa prawdopodobieństwa, życie ma zagwarantowane istnienie przynajmniej w jednym, tak się składa że akurat w nim jesteśmy . Więc ta teoria daje szansę.

Czy teoria wielu wszechświatów naprawdę podważa argument o precyzyjnym dostrojeniu? Nie, nie sądzę. Istnieją 4 powody, dla których wieloświat nie czyni z przypadku realnego wyjaśnienia.

Po pierwsze, nie ma żadnych dowodów na to, że wieloświat w ogóle istnieje!

Nikt nie wie, czy istnieją w ogóle inne wszechświaty, a tym bardziej nieskończona ich liczba. Nie ma żadnych naukowych dowodów na istnienie wieloświata. W rzeczywistości nie sądzę, by istniały jakiekolwiek dowody na istnienie wieloświata. To nie tak, że możesz wyskoczyć z jednego wszechświata do drugiego. Nie możesz zobaczyć tych innych wszechświatów. Nie możesz ich zobaczyć. Nie możesz ich posmakować. Nie możesz ich powąchać. Nie możesz ich usłyszeć. Nie możesz wykryć ich promieniowania. Nie możesz w żaden sposób zweryfikować ich istnienia. Więc jeśli ateista chce, żebym porzucił projektowanie jako najlepsze wyjaśnienie precyzyjnego dostrojenia, będzie musiał przedstawić dobry dowód na istnienie wieloświata.

Po drugie, wieloświat ma zbyt duży zakres wyjaśniający.

Zgadzam się, że jeśli istnieje wieloświat, to z pewnością byłby w stanie wyjaśnić dostrojenie jako wynik przypadku. Problem polega jednak na tym, że umożliwiłoby to wyjaśnienie wszystkiego w wyniku przypadku! Nie można nawet wywnioskować projektu na poziomie ludzkim, a tym bardziej na poziomie boskim!

Wyobraź sobie, że grasz w pokera z jednym ze swoich kumpli i 7 razy z rzędu dostaje on pokera królewskiego. Można by pomyśleć, że oszukuje, prawda? A co jeśli oskarżysz go o oszustwo, a on odpowiedział: „Cóż, wiem, że wygląda to wyjątkowo podejrzanie, że za każdym razem, gdy rozdaję, dostaję pokera królewskiego. Ale musisz pamiętać, że nasz wszechświat jest tylko jednym z nieskończonej liczby wszechświatów. Toczy się nieskończona liczba gier w pokera, więc na pewno będzie przynajmniej jeden wszechświat, w którym za każdym razem, gdy rozdaję, otrzymuję pokera królewskiego. Czy poważnie potraktowałbyś wyjaśnienie swojego przyjaciela? Oczywiście nie. Prawdopodobnie odpowiedziałbyś „Myślisz, że jestem idiotą, prawda!? Wyraźnie oszukujesz!”

Możesz wyjaśnić istnienie Boeinga 747 jako wynik wieloświata. Może tornado uderzyło w złomowisko i rzuciło kilka mechanicznych części razem, aż utworzyło w pełni sprawny Boeing 747. Tak, szanse na to są astronomicznie niskie, ale hej jeśli istnieje nieskończona liczba wszechświatów, to na pewno się wydarzy w przynajmniej jednym z nich, prawda? No cóż, nie ma potrzeby uciekać się do inteligentnego projektanta.

Wyobraź sobie obrońcę, który kłóci się: „Wysoki sądzie, wiem, że jest to wysoce nieprawdopodobne, ale mówię, że przypadkowe powstawanie substancji chemicznych jest powodem, dla którego odciski palców mojego klienta znajdują się na broni! Tak mogłoby być, w końcu żyjemy w zespole nieskończonych wszechświatów! To musi się wydarzyć w co najmniej jednym wszechświecie!” Gdybyś był sędzią, czy przyjąłbyś to wyjaśnienie i uniewinnił oskarżonego? Tak myślałem.

Mógłbym wymieniać i wymieniać przykłady niezwykle nieprawdopodobnych wydarzeń, które można by wyjaśnić, odwołując się do wieloświata. Problem z wieloświatem polega na tym, że jeśli zamierzasz konsekwentnie odrzucać inteligentny projekt na podstawie wieloświata, musiałbyś odrzucić wnioskowanie o projekcie w każdej innej dziedzinie życia. Jednak ateiści tego nie robią. Odwołują się tylko do wieloświata, aby wyjaśnić dostrojenie jako wynik przypadku. Zastanawiam się dlaczego.

Po trzecie, Brzytwa Ockhama faworyzuje projekt.

Brzytwa Ockhama to naukowa zasada, która mówi, że jeśli dwie różne hipotezy mogą wyjaśnić dane, powinieneś preferować tę, która ma mniej czynników wyjaśniających. W tym przypadku mamy jednego Inteligentnego Projektanta w przeciwieństwie do nieskończonej liczby wszechświatów. Brzytwa Ockhama mówi, że powinniśmy przedkładać inteligentny projekt nad teorię wieloświata.

Po czwarte, gdyby teoria wieloświata została przyjęta, zniszczyłaby wszelkie podstawy racjonalności.

Jak wyjaśnia fizyk John Kinson w swojej książce „Czy matematyka wskazuje na Boga?”, jeśli istnieje nieskończona liczba wszechświatów, to każda logiczna i fizyczna możliwość jest urzeczywistniana gdzieś w nieskończonym zespole. Jest logicznie i fizycznie niemożliwe, aby Mózg Boltzmanna istniał w co najmniej jednym wszechświecie, więc jeśli istnieje nieskończona liczba wszechświatów, istnieją również Mózgi Boltzmanna. Czym jest mózg Boltzmanna? Nazwany na cześć fizyka Ludwiga Boltzmanna, Kinson wyjaśnia, że ​​mózg Boltzmanna „to mózg, który jest jedyną istniejącą rzeczą w danym wszechświecie. Mózg wyobraża sobie wtedy wszystko inne w tym wszechświecie. Jednak nic, co mózg wyobraża sobie, nie jest prawdziwe. Wszystko jest tylko iluzją, snem. Jedyne, co naprawdę istnieje, to ten jeden mózg. Nie ma planet, gwiazd, galaktyk, żadnej innej materii ani energii na tym świecie poza atomami, które tworzą ten pojedynczy mózg Boltzmanna” [17]. Kinson powiedział dalej, że „Stworzenie Mózgu Boltzmanna wymaga mniej zasobów (energii) dla multiwersu niż do stworzenia całego 14-miliardowego wszechświata ze 100 miliardami gwiazd…” [18]

A potem John Kinson powiedział, że stosunek atomów w ludzkim mózgu do atomów we wszechświecie wynosi około 10^26/10^80. To około 10^54. Oznacza to, że wieloświat może stworzyć 10^54 mózgów Boltzmanna przy tej samej ilości zasobów, których użył zamiast tego do stworzenia naszego wszechświata. John M. Kinson następnie powiedział, że liczba mózgów Boltzmanna będzie prawdopodobnie 10^54 razy większa niż we wszechświatach takich jak nasz. Dlatego, jeśli zaakceptujesz teorię nieskończonych wszechświatów, musisz przyznać, że istnieją mózgi Boltzmanna. Co więcej jest bardzo duża szansa, że ​​jesteś Mózgiem Boltzmanna i że cały świat wokół Ciebie, Twój pokój, ta książka, wszystko jest tylko projekcją Twojej wyobraźni!

Jednak żadna rozsądna osoba nie wierzy, że jest mózgiem Boltzmanna. Dlatego żadna rozsądna osoba nie powinna akceptować hipotezy nieskończonego wszechświata. Jeśli ktoś myśli że absurdem jest przypuszczać, że jest to mózg Boltzmanna, powinien również pomyśleć, że wieloświat również jest absurdalny.

Na koniec, aby zwrócić uwagę na punkt podobny do poprzedniego, jeśli teoria nieskończonego wszechświata byłaby prawdziwa z matematycznego punktu widzenia.  Wynikałoby z tego że istniałyby miliardy wszechświatów w których występują statystycznie niemożliwe (ale fizycznie możliwe) rzeczy, takie jak konie pojawiające się i znikając,  poprzez zderzenie losowych cząstek lub miejsce, w którym ludzie giną z powodu małych skupisk atomów tlenu, które grupują się, a następnie szybko wpadają na ludzi pod wysokim ciśnieniem, jak pociski. William Lane Craig zwrócił uwagę, że na świecie byłoby wiele wszechświatów składających się tylko z jednego układu słonecznego, który powstał w wyniku przypadkowego zderzenia cząstek, a wszystkie odległe gwiazdy i galaktyki obserwowane przez astronomów byłyby złudzeniami! Mówiąc słowami Craiga, „to tylko obrazy na niebie”!

Istniałyby miliardy wszechświatów w których zachodzą takie rzeczy, biorąc pod uwagę że wszystkie z nich są znacznie bardziej prawdopodobne niż dokładnie dostrojony wszechświat, taki jak nasz. Rzeczywiście, powinniśmy znaleźć się w jednym z tych dziwacznych wszechświatów. Biorąc pod uwagę, że tego nie robimy, silnie wskazuje to na to że nie ma nieskończonego zespołu wszechświata.

Zarzut 2: Cóż, naprawdę nie powinno nas dziwić, że wszechświat jest precyzyjnie dostrojony. W końcu, gdyby nie było dokładnie dostrojony, nie byłoby nas tutaj aby to zauważyć. Biorąc pod uwagę, że tu jesteśmy powinniśmy oczekiwać, że wszechświat zostanie precyzyjnie dostrojony.

Ten zarzut stara się argumentować przeciwko Argumentowi dostrajania, odwołując się do zasady antropicznej. Czym jest zasada antropiczna? Zasada antropiczna głosi, że ludzie mogą obserwować we wszechświecie tylko te zjawiska, które są zgodne z naszą egzystencją. Myślę że ta zasada jest oczywiście prawdziwa. Gdyby istniały cechy niezgodne z naszym istnieniem we wszechświecie, nie istnielibyśmy, aby je obserwować. Nie sądzę jednak, aby ta zasada podważyła argument dotyczący precyzyjnego dostrajania. Błędność tego argumentu uwidacznia się za pomocą równoległej ilustracji. William Lane Craig podaje tę ilustrację;

„Wyobraź sobie, że podróżujesz za granicę i jesteś aresztowany pod zmyślonymi zarzutami o narkotyki. Zostajesz ciągnięty przed pluton egzekucyjny złożony ze stu wyszkolonych strzelców. Słyszysz polecenie „Gotowi! Cel! Ogień!” Słyszysz ogłuszający dźwięk wystrzałów. A potem zauważasz, że jeszcze żyjesz! Że wszyscy ze stu strzelców spudłowali! Co byś pomyślał? „No cóż, chyba nie powinienem się dziwić, że wszyscy spudłowali! W końcu, gdyby nie wszyscy spudłowali, nie byłbym tym zaskoczony! Nic dziwnego się nie stało!”. A wlaśnie że się stało! To prawda że ​​nie powinieneś się dziwić, że nie zauważasz że nie żyjesz, bo gdybyś był martwy nie byłbyś w stanie tego zaobserwować. Ale nadal powinieneś być zaskoczony, że widzisz że żyjesz w świetle ogromnego nieprawdopodobieństwa, że ​​wszyscy strzelcy chybiają. Rzeczywiście prawdopodobnie można by dojść do wniosku, że wszyscy chybili celowo, że całość była zaplanowana z jakiegoś powodu zaprojektowana przez kogoś”. [19]

Czy rozumiesz, co mówi Craig? Mówi że chociaż nie powinniśmy się dziwić, że nie zauważamy że nie żyjemy to powinniśmy się dziwić, że obserwujemy że żyjemy. Nie powinno nas dziwić że nie obserwujemy wszechświata zabraniającego życia ale powinniśmy być zaskoczeni, że obserwujemy wszechświat dopuszczający życie, biorąc pod uwagę ogromne prawdopodobieństwo że wszechświat zabroni nam istnieć. Zasada antropiczna oznacza jedynie, że jest prawdopodobne powinniśmy obserwować wszechświat pozwalający na życie a nie że jest prawdopodobne że istnieje wszechświat pozwalający na życie, abyśmy mogli go obserwować.

Zarzut 3: Każdy wszechświat jest tak samo nieprawdopodobny jak każdy inny.

Ten sprzeciw zgłosił mi ktoś, z kim rozmawiałem kilka lat temu. Osoba z którą rozmawiałem, powiedziała: „Dostrajanie jest jak gra, w której przyjaciel z zasłoniętymi oczami wybiera losowo ziarnko piasku z ogromnej plaży. W tej grze twój przyjaciel z zasłoniętymi oczami wybiera jedno ziarnko piasku, a szanse wynoszą biliony i biliony do jednego, ale nie miałbyś prawa sądzić że oszukał i wybrał to ziarnko celowo, ponieważ każde ziarnko piasku jest tak samo nieprawdopodobne jak każde inne ziarnko piasku”. Jest jasne, że źle zrozumiał argument. W przeciwieństwie do tego, co myśli wiele osób, argumentem o precyzyjnym dostrojeniu nie jest próba wyjaśnienia, dlaczego ten wszechświat istnieje ani dlaczego istnieje to szczególne ustawienie tarczy. Raczej stara się wyjaśnić, dlaczego istnieje wszechświat pozwalający na życie zamiast wszechświata zabraniającego życia.

Zarzut 4: Wszechświat nie jest precyzyjnie dostrojony do życia. Życie jest precyzyjnie dostrojone do wszechświata. Gdyby te stałe były różne, powstałyby różne formy życia.

Argument ten mówi, że gdyby prawa fizyki były silniejsze lub słabsze od tego, czym są to może nie moglibyśmy istnieć, ale różne formy życia mogły ewoluować. Często ateiści z którymi rozmawiałem w mediach społecznościowych, korzystali z ilustracji autorstwa Douglasa Adamsa, znanego autora Przewodnika po Galaktyce Autostopowicza (chociaż ten cytat nie pochodzi z tej książki):

„Wyobraź sobie kałużę, która budzi się pewnego ranka i myśli:„ To interesujący świat, w którym się znajduję, interesująca dziura, w której się znajduję, pasuje do mnie raczej ładnie, prawda? Właściwie to pasuje do mnie oszałamiająco dobrze, musiało być stworzone, aby mnie w nim było!’  [20]

Ci ateiści twierdzą że tak jak ta kałuża jest głupcem, tak my bylibyśmy głupcami, gdybyśmy wierzyli że wszechświat został zaprojektowany po to, abyśmy mogli istnieć.

Problem z tym argumentem polega na tym, że radykalnie błędnie rozumie konsekwencje tego, co by się stało gdyby te stałe i wielkości były nieco odbiegające. Na przykład powiedziałem wcześniej w tym rozdziale, że gdyby wszechświat rozszerzał się zbyt szybko, grawitacja nie miałaby możliwości zebrania gazu i skondensowania go w galaktyki, gwiazdy i planety. Wszechświat na zawsze istniałby tylko jako pojedyncze kawałki materii, gazu i pyłu. Ponieważ gdyby wszechświat rozszerzył się zbyt szybko, wtedy cała jego materia rozpadłaby się zbyt szybko, aby grawitacja mogła je zabrać i skondensować w galaktyki, gwiazdy i planety. Wszechświat byłby całkowicie pozbawiony tych ciał.

Jeśli stosunek liczby elektronów do protonów byłby nieco obniżony, elektromagnetyzm zdominowałby grawitację, zapobiegając powstawaniu galaktyk, gwiazd i planet. Znowu wszechświat byłby całkowicie pozbawiony galaktyk, gwiazd i planet. Jeśli nie masz galaktyk, jeśli nie masz gwiazd i jeśli nie masz planet, jakie życie możesz mieć? Pływający kosmiczni ludzie? Brak galaktyk, gwiazd i planet oznacza brak możliwego miejsca życia!

Gdyby Silne Siły Jądrowe były nieco słabsze, byłyby zbyt słabe, aby związać ze sobą protony i neutrony w jądrze atomu. Dlatego we wszechświecie nie mogą istnieć żadne atomy poza atomem wodoru. Jakie życie może ewoluować we wszechświecie, który składa się wyłącznie z wodoru?

Jak widać, precyzyjne dostrojenie stałych i wielkości fizycznych znacznie różni się od kałuży w otworze. Innymi słowy, można by powiedzieć, że ten zarzut… nie ma sensu.

Zarzut 5: To jest argument „God Of The Gaps” argument z luki.

Nie jest. Mieliśmy 3 opcje, które mogłyby wyjaśnić precyzyjne dostrojenie praw fizyki; fizyczna konieczność, przypadek i projekt. Wykluczyliśmy dwie z tych opcji. Te opcje są nierozsądne. Pozostaje projekt jako jedyne wyjaśnienie. Nie tylko jest to jedyne wyjaśnienie, które pozostało, ale ma moc wyjaśniającą i wiarygodność, aby wyjaśnić dostrojenie. To nie jest rozumowanie „God Of The Gaps”. Jest to wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia, znanego również jako rozumowanie abdukcyjne.

Kiedy masz 3 opcje i wykluczasz opcję 1 i opcję 2, nie stosujesz rozumowania opartego na Wariancie 3, dochodząc do wniosku, że opcja 3 musi być właściwym wyjaśnieniem.

W swojej książce Cold Case Christianity, J. Warner Wallace podaje dobrą ilustrację rozumowania abdukcyjnego. Mówi żeby sobie wyobrazić, że jesteś detektywem z wydziału zabójstw, który został wezwany na scenę ze zwłokami leżącymi twarzą w dół na podłodze. Wallace mówi że zgony zawsze należą do jednej z czterech kategorii; śmierć naturalna, śmierć przypadkowa, samobójstwo i zabójstwo. Twoim zadaniem jako detektywa jest ustalenie, czy to zabójstwo, abyś mógł rozpocząć swoją pracę polegającą na tropieniu podejrzanych. Jeśli to coś innego niż zabójstwo, ty jako detektyw z wydziału zabójstw nie miałbyś nic do roboty.

Biorąc pod uwagę fakt, że mężczyzna nie żyje i leży twarzą w dół, nie można było dojść do wniosku, do której z 4 kategorii należy ta śmierć. Załóżmy jednak, że dodamy więcej informacji. Ten mężczyzna nie tylko leży twarzą w dół ale ma liczne rany kłute na plecach, z pleców wystaje mu nóż, leży w kałuży krwi a od zwłok odchodzą ślady. Czy możesz określić, jaki to rodzaj śmierci? Oczywiście! To nie jest śmierć naturalna. Nie ma żadnego naturalnego wytłumaczenia na pojawienie się ran kłutych na plecach, pozostawienie wystającego noża i śladów stóp odchodzących od zwłok. To też nie jest przypadkowa śmierć. Co? Czy facet przypadkowo wrócił na jeden ze swoich kuchennych noży raz za razem? Dlaczego za pierwszym razem nie nauczył się na swoim błędzie? A co z odciskami stóp? Czy ten mężczyzna wyszedł na zewnątrz, żeby zapalić papierosa zanim wrócił do środka, położył się na podłodze i umarł? To jest absurd. Do tej pory wykluczyliśmy zgony naturalne i przypadkowe. A co z samobójstwem? To też jest mało prawdopodobne. Jeśli ktoś miałby zadźgać się na śmierć, najprawdopodobniej zrobiłby to przez trzewia, jak robili to zhańbieni samurajowie w czasach feudalnych. Nie wspominając o tym, że samobójstwo nie wyjaśniałoby krwawych odcisków stóp. Możemy spokojnie wykluczyć samobójstwo.

Ponieważ przyczyna śmierci nie była naturalna, przypadkowa ani samobójstwo, dochodzisz do wniosku, że ten mężczyzna musiał być ofiarą zabójstwa. Zabójstwo to jedyne wyjaśnienie, które pozostało, więc musi to być właściwa odpowiedź. Nie tylko to, ale wyjaśnienie zabójstwa ma moc wyjaśnienia każdego faktu na miejscu zbrodni. Teraz ty, jako detektyw śmiałbyś się z każdego, kto oskarżył cię o popełnienie rozumowania „zabójstwa z luki”. Ten wniosek nie opiera się na tym, czego nie wiesz ale na tym co wiesz.

WNIOSEK

Używam Argumentu dostrajania w moich debatach z ateistami odkąd jestem chrześcijańskim apologetą i mogę szczerze powiedzieć, że nikomu nie udało się go obalić. Jedyne co ciągle słyszę to zarzuty, które wielokrotnie wymieniałem powyżej i widzieliśmy jak zawodzą. Te 8 zarzutów ma na celu obronę alternatywy przypadku nad projektem, ale żaden z nich nie odnosi sukcesu. Wydaje mi się że design (zaprojektowanie) jest najlepszym wyjaśnieniem.

Zakończę ten długi wpis na blogu kilkoma fragmentami z pism świętych.

„Gniew Boży objawia się z nieba przeciwko wszelkiej bezbożności i niegodziwości ludzi, którzy przez swoją niegodziwość tłumią prawdę, ponieważ to, co można wiedzieć o Bogu, jest dla nich jasne, ponieważ Bóg im to wyjaśnił. Bo od stworzenia świata niewidzialne cechy Boga — Jego wieczna moc i boska natura — były jasno widziane, rozumiane z tego, co zostało uczynione, tak że ludzie są bez wymówki” –List do Rzymian 1:18-20 

Ten fragment Biblii mówi, że dzieło Boga (a w konsekwencji Jego istnienie) można wywnioskować ze wszystkiego, co uczynił. W rzeczywistości Biblia mówi, że dowody na istnienie Bożych odcisków palców w naturze są tak potężne, tak przekonujące że ludzie nie mają wymówki by w Niego nie wierzyć. Prawa fizyki z pewnością pozbawiają ateistę wymówki, by nie uznawać swojego Stwórcy.

Nauka pokazała nam, że „… stworzył niebiosa, jest Bogiem; ten, który ukształtował i uczynił ziemię, on ją założył; nie stworzył go po to, by był pusty, ale uformował go do zamieszkania”. – Izajasz 45:18

Tłumaczenie Marek_P >> Źródło

Przypisy

1: Richard Swinburne, “Argument From The Fine-Tuning Of The Universe”, Physical Cosmology and Philosophy, ed. John Leslie (New York: Macmillian, 1991), page 160; Hugh Ross, The Fingerprint Of God, 2nd ed. Rev. (Orange, CA: Promise 1991), page 122

2: See Hugh Ross, “The Creator and The Cosmos: What The Latest Scientific Discoveries Reveal About God”, page 147, NAVPRESS; “Evidence For The Fine-Tuning Of The Universe”, online article by Richard Deem, May 17th 2011, http://www.godandscience.org/apologetics/designun.html;

3: Lee Strobel, “The Case For A Creator”, Zondervan, Chapter 6, pages 131-132

4: Hugh Ross, “The Creator and The Cosmos: How The Latest Scientific

Discoveries Reveal God”, Page 146, NAVPRESS

5: ibid, page 115.

6: See “FINE-TUNING OF PARTICLES TO SUPPORT LIFE” by Allen Hainline

https://crossexamined.org/fine-tuning-particles-support-life/

7: See Hugh Ross, “Why The Universe Is The Way It Is”, Chapter 2, page 34, Baker Books

8: Stephen Hawking, “A Brief History Of Time”, page 126,

9: See Hugh Ross, “Why The Universe Is The Way It Is”, Chapter 2, page 40, Baker Books

10: See Roger Penrose, The Road to Reality (New York: Alfred A. Knopf, 2005), pp. 762-5.

11: Hugh Ross, from the online article “Why A Decaying Universe?” /September 2008/ Reasons To Believe/ — http://www.reasons.org/articles/why-a-decaying-universe

12: Jonathan McLatchie, “The Argument From Cosmic Fine-Tuning”, March 21st 2012, https://crossexamined.org/the-argument-from-cosmic-fine-tuning/

13: “On Guard: Defending Your Faith With Reason and Precision” by William Lane Craig, David C. Cook / 2010 / chapter 5 “Why is the universe finely tuned?”, page 111

14: “Reasonable Faith: Christian Truth and Apologetics, Third Edition”, by William Lane Craig, Crossway / 2008 /. Chapter 4 “The Existence Of God (2)”, page 161.

15: See Roger Penrose, The Road to Reality (New York: Alfred A. Knopf, 2005), pp. 762-5.

16: Martin Rees, “Just Six Numbers: The Forces That Shape Our Universe”.

17: John M. Kinson, “Does Mathematics Point To God? Vignettes By An Ex-Atheist Scientist”, August 1 2016, Amazon Digital Services LLC, page 292

18: ibid.

19: From “Existence of God (part 17) Transcript of William Lane Craig’s Defenders 2 class. Excursus: Natural Theology § III. Teleological Argument Lecture 4”, transcription by John Mazzitelli

URL: http://www.reasonablefaith.org/defenders-2-podcast/transcript/s4-17#ixzz3xcw8g1L0

20: As cited in Allan Hainline’s article “Mistaken Objections That Seek To Trivialize Fine-Tuning” — https://crossexamined.org/mistaken-objections-seek-trivialize-fine-tuning/

Czym był Sobór Nicejski?

Czym był Sobór Nicejski?

 

Czym był Sobór Nicejski?

Ryan Nelson

W 325 r.n.e cesarz Konstantyn zaprosił każdego biskupa w kościele do zebrania się w Nicei i formalnego ustanowienia doktryny chrześcijańskiej. Celem było zjednoczenie coraz bardziej podzielonego kościoła za pomocą zestawu wierzeń, na które zgodzili się jego przywódcy i wobec których mieliby się wzajemnie rozliczać.

Spotkanie to znane jako Pierwszy Sobór Nicejski, zostało specjalnie zwołane, aby podjąć decyzję w sprawie arianizmu — wiary, że Bóg stworzył Jezusa i że Jezus nie jest wieczny ani że jest jednym Bogiem. Po raz pierwszy przywódcy z każdego zakątka kościoła formalnie ogłosili, kim był Jezus w stosunku do Boga.

Arianizm zyskiwał na popularności nawet wśród przywódców kościelnych, a ci którzy mu się sprzeciwiali, wierzyli że stawką jest zbawienie. Jeśli chrześcijanie mylili się co do tego, kim jest Chrystus to czy naprawdę w niego wierzyli?

Cesarz Licyniusz (który był cesarzem do 324 r.) uważał, że spór nie ma sensu. Ale w 325 r.n.e te dwie konkurujące ze sobą idee na temat tego, kim był Pan Jezus, groziły rozerwaniem Kościoła a co za tym idzie, nowo schrystianizowanego imperium rzymskiego – na dwie części.

Konstantyn niekoniecznie był zainteresowany wynikiem teologicznym o ile położy on kres podziałowi. Zwołał więc pierwszy sobór ekumeniczny Kościoła — zgromadzenie przywódców z całego kościoła.

Niektórzy twierdzą, że Pierwszy Sobór Nicejski wynalazł Trójcę i że jej wyznanie wiary nie odzwierciedla w pełni wierzeń Kościoła. Zaproszono każdego biskupa, ale tylko niewielka część (tradycyjnie 318) z nich pojawiła się na soborze. Jak więc decyzje soboru mogą naprawdę reprezentować cały kościół, zwłaszcza w czasach, gdy kościół był tak podzielony? A skoro członkowie rady musieli podpisać oświadczenie wiary lub grozić ekskomuniką, czy naprawdę się zgadzali, czy po prostu ratowali skórę?

Nie wspominając o tym, że Kościół kontynuował debatę (a nawet obalał) decyzję soboru w następnych stuleciach.

Pierwszy Sobór Nicejski odegrał kluczową rolę we wczesnym kościele i bezpośrednio wpłynął na doktrynę wyznawaną przez kościoły chrześcijańskie. Rada opracowała Credo Nicejskie, którego wiele kościołów na całym świecie nadal używa jako wyznania wiary.

Ale o czym dokładnie postanowiono na tej soborze i kto o tym zdecydował?

Oto, co wiemy o Soborze Nicejskim.

Dlaczego potrzebna była rada?

Konstantyn wezwał sobór do podjęcia decyzji w sprawie arianizmu. Ale arianizm tylko zaognił podziały, które rozpoczęły się dawno temu. Kościół przez lata kwestionował naturę Chrystusa i walczył o zgodę na jego relację z Bogiem.

Historia soboru nicejskiego jest większa niż arianizm.

Czy Jezus i Bóg to jedna osoba, czy dwie?

Prawie sto lat przed pojawieniem się arianizmu, Kościół podjął decyzję o innym heretyckim wierzeniu związanym z tożsamością Chrystusa: sabelianizmie. Nazwany na cześć Sabelliusa, księdza który przede wszystkim opowiadał się za tym stanowiskiem. Sabelianizm był przekonaniem, że chociaż Jezus był boski, był zasadniczo manifestacją Boga, a nie odrębną istotą. Bóg Ojciec, Jezus Syn i Duch Święty to trzy „aspekty” jednej istoty: Boga.

Żadne z pism Sabelliusa nie przetrwało, więc wszystko co wiemy o jego naukach, pochodzi od jego krytyków, którzy uznali go za heretyka. Mniej więcej w tym czasie Kościół zmagał się również z bardzo podobną herezją: modalizmem.

Wiele popularnych analogii, których ludzie używają do opisu Trójcy, można technicznie określić jako modalizm. Ludzie często mówią, że Trójca jest jak woda, para i lód: trzy różne formy tego samego. Ale jeśli nie określisz, że masz na myśli trzy oddzielne zbiorniki wodne, jest to modalizm. Bóg Ojciec, Jezus i Duch Święty to nie tylko trzy odrębne formy jednej istoty, to odrębne osoby, ale jedna natura.

Jeśli kiedykolwiek przyjrzałeś się temu, co Biblia mówi o Trójcy lub próbowałeś to komuś wyjaśnić, wiesz że ta koncepcja nadal może wprowadzać zamieszanie. Więc nie jest niespodzianką, że Kościołowi zajęło dużo czasu, aby się z tym zgodzić. W IV wieku Kościół w dużej mierze zgodził się, że te wierzenia myliły naturę Chrystusa i niewłaściwie określały jego stosunek do Boga.

Ale wtedy na scenie pojawił się ksiądz o imieniu Arius.

„Był czas, kiedy Syna nie było”

Na początku IV wieku biskup Piotr z Aleksandrii ekskomunikował Ariusza za jego związki z biskupem imieniem Meletius, który być może nawet wyświęcił Ariusza na kapłana. (To stowarzyszenie pojawi się ponownie później.) Ale następca Piotra, Achillas, przywrócił Ariusza i w ciągu dwóch lat od ekskomuniki był już ponownie przywódcą kościoła, tym razem w najstarszym kościele w Aleksandrii.

Sokrates z Konstantynopola, historyk wczesnego kościoła, mówi nam, że „spór ariański” rozpoczął się, gdy Ariusz usłyszał, jak Aleksander Aleksandryjski (który został biskupem Aleksandrii po Achillasie) wygłasza kazanie o jedności Trójcy.

Ariusz wierzył, że to kazanie sugerowało, że Jezus i Bóg Ojciec byli dwoma aspektami jednej istoty – odrodzeniem sabelianizmu. Argumentował więc, „jeśli Ojciec spłodził Syna, ten, który został zrodzony, miał początek istnienia: i z tego widać, że był czas, kiedy Syna nie było. Wynika z tego nieuchronnie, że [Syn] miał swoją substancję z niczego”.

Sobory przed Soborem Nicejskim

Nauki Ariusza rozprzestrzeniły się i zyskały poparcie wielu przywódców kościelnych. Aleksander zwołał dwa oddzielne spotkania dla swoich kapłanów, aby zdecydować co zrobić z arianizmem, ale nie mogli osiągnąć konsensusu a tymczasem reputacja Ariusza nadal rosła.

Pięć lat przed Pierwszym Soborem Nicejskim, w 320 r., Aleksander zwołał znacznie większe zgromadzenie, synod całego kościoła Aleksandrii i sąsiedniego kościoła Maerotis. 80 przywódców kościelnych – w tym Atanazy z Aleksandrii, późniejszy następca Aleksandra – podpisało dokument uznający arianizm za heretycki.

Więc Ariusz poszedł i rozpowszechnił swoje nauki gdzie indziej. I nadal zyskiwał na sile, wygrywając nawet z dwoma biskupami.

Arianizm już złamał kościół, ale teraz był bliski rozbicia go na dwie części.

W 321 AD Aleksander był zdesperowany i zwołał sobór całego kościoła rzymskiego. (Nie Sobór Nicejski.) Pojawiło się ponad 100 przywódców kościelnych a Ariusz przedstawił swoją argumentację, podtrzymując swoje poprzednie stanowisko i dodając, że Syn nie jest tą samą istotą co Ojciec – co jest bardzo podobne do powiedzenia że Jezus nie był Bogiem.

Rada była zszokowana tym dodatkiem i ponownie ekskomunikowali Ariusza.

Cesarz interweniuje

Ariusz zaczął szerzyć swoje nauki w Palestynie, gdzie zgromadziło się więcej biskupów, i nadal napotkał sprzeciw Aleksandra i innych. Arianizm stał się na tyle znaczącym tematem, że cesarz Licyniusz I (cesarz przed Konstantynem) napisał do Aleksandra i Ariusza, prosząc ich o zgodę. To nie zadziałało.

A niektórzy arianie zaczęli używać przemocy, by bronić swoich przekonań. Aleksander napisał do wszystkich biskupów, opisując arianizm i jego wady. W międzyczasie Euzebiusz z Nikomedii (nie mylić z Euzebiuszem z Cezarei) zwołał osobną radę, aby przeanalizować Ariusza i działania podjęte przeciwko niemu. I ponownie przyjęli go do kościoła.

Aleksander napisał oświadczenie wiary i pozyskał do podpisania ponad 250 przywódców kościelnych. Konstantyn (obecnie cesarz) ponownie napisał do Aleksandra i Ariusza, prosząc, aby wszyscy mogli się po prostu dogadać.

Więc Aleksander zwołał inny sobór (nadal nie sobór nicejski), który zgodził się z jego wyznaniem wiary i powiedział, że Ariusz nadal jest ekskomunikowany. Aha, i że wyznawcy Meletiusa (gościa, którego Arius po raz pierwszy poprał) nie byli tak naprawdę częścią kościoła.

Ariusz był dość nieszczęśliwy, więc poskarżył się bezpośrednio Constantine’owi. Dlatego Konstantyn zaprosił Ariusza, aby przedstawił swoją sprawę przed całym kościołem w Nicei. Konstantyn rozesłał zaproszenia i narodził się Pierwszy Sobór Nicejski.

Kto został włączony do rady?

Cesarz Konstantyn zaprosił każdego chrześcijańskiego biskupa do udziału w soborze. Spośród 1800 biskupów rozsianych po Rzymie tylko ułamek z nich udał się na wyprawę do Nicei, ale nie wiemy na pewno, ilu przybyło.

Euzebiusz z Cezarei, Atanazy z Aleksandrii i Eustachiusz z Antiochii wszyscy uczestniczyli w soborze i każdy z nich odnotował inną liczbę obecnych biskupów. Późniejsi historycy kościelni posługiwali się wyliczoną przez Atanazego liczbą 318 (podał najbardziej dokładną liczbę).

Nie każdy, kto uczestniczył w soborze, był biskupem. Konstantyn pozwolił każdemu biskupowi wychować do dwóch księży i trzech diakonów, więc według hrabiego Atanazego mogło być aż 1908 przywódców kościoła, plus Konstantyn i ktokolwiek mu towarzyszył.

Kluczowe postacie I Soboru Nicejskiego

Oczywiście w radzie były setki wybitnych przywódców, ale niektórzy odgrywali znacznie większe role niż inni. Oto kilku największych graczy.

Aleksander Aleksandryjski (znany również jako św. Aleksander I) stał na czele sprzeciwu wobec arianizmu. Przed soborem Aleksander spędził lata próbując wykazać, że wierzenia Ariusza były heretyckie i szkodliwe dla Kościoła. Nawet oficjalnie ekskomunikował Ariusza, ale inni przywódcy chrześcijańscy go przywrócili. Konflikt Aleksandra z Ariuszem ostatecznie doprowadził do powstania rady.

Ariusz był kapłanem w Aleksandrii, którego nauki o Chrystusie w dużej mierze doprowadziły do ​​powstania soboru. Ariusz argumentował swoje stanowisko, że Chrystus został stworzony przez Boga i dlatego nie jest równy Bogu. Rada uznała że ​​jego nauki są zarówno heretyckie, jak i niewiarygodnie szkodliwe, więc wygnano go na Ilirię wraz z dwoma członkami rady którzy go poparli. Wszystkie jego pisma zostały spalone po soborze, więc o jego naukach wiemy tylko od innych.

Atanazy z Aleksandrii był diakonem i asystentem Aleksandra Aleksandryjskiego. Po soborze zastąpił Aleksandra jako arcybiskup Aleksandrii i większość życia spędził na próbach wytępienia pozostałości arianizmu.

Hozjusz z Korduby (znany również jako Osius) był wpływowym biskupem, który popierał Homoousion, teologiczną wiarę, że Jezus jest „jednym w istnieniu” i „jednej istoty” z Bogiem. Popierał Atanazego przez lata po soborze i ostatecznie został za to ekskomunikowany. (Przyszła rada orzekła przeciwko przywódcom Soboru Nicejskiego.)

Euzebiusz z Cezarei, nazywany Ojcem Historii Kościoła, był obecny na soborze i uważał że Kościół jest zbyt surowy dla Ariusza. Chociaż sam nie popierał poglądów Ariusza, martwił się o podziały wśród przywódców kościoła i ostatecznie został ekskomunikowany za zbytnie współczucie dla sprawy Ariusza. Zapisał szczegóły soboru w Żywocie Konstantyna.

Konstantyn Wielki (znany również jako Flawiusz Waleriusz Aureliusz Konstantyn August) był pierwszym cesarzem rzymskim, który nawrócił się na chrześcijaństwo i zwołał I Sobór Nicejski. Konstantyn nadzorował postępowanie, ale nie oddał głosu.

Na soborze nieobecny był zwłaszcza papież Sylwester I. Nie mogąc uczestniczyć w soborze, papież wysłał dwóch reprezentantów. Następnie poparł decyzję rady.

Co postanowiono na pierwszym soborze nicejskim?

Pierwszy Sobór Nicejski zbierał się przez prawie cały miesiąc, od 20 maja do 19 czerwca. Ich głównym celem było rozwiązanie konfliktu wokół arianizmu i doprowadzenie wszystkich do zgody na temat Trójcy. Ale chociaż na sali było ponad 300 najwybitniejszych przywódców chrześcijańskich, załatwili również kilka innych kwestii.

W ciągu tego miesiąca rada sformułowała wyznanie wiary, prawdopodobnie wywodzące się z jednego z kilku, które krążyły w tamtym czasie, takich jak Credo Apostołów. Dokument ten znany był jako Credo Nicejskie, a cesarz Konstantyn oświadczył, że każdy kto nie podpisze tego wyznania, zostanie wygnany. (Pamiętaj, że naprawdę zależało mu na tym, żeby wszyscy się zgadzali i dogadywali.)

Arianizm został uznany za heretycki

Po tym jak Aleksander i Ariusz przedstawili swoje stanowisko kościołowi, sobór przedstawił Credo Nicejskie, a wraz z nim przypieczętowali los arianizmu. Credo zawierało wersety specjalnie napisane w celu potępienia arianizmu i podtrzymania Homoousion (ortodoksyjne rozumienie Trójcy).

Dwóch biskupów odmówiło podpisania credo i sympatyzowało z Ariuszem. Kiedy Arius został wygnany do Illyrii, dołączyli do nigo.

Aby raz na zawsze położyć kres arianizmowi, cesarz Konstantyn nakazał spalić wszystkie dzieła Ariusza a jego krytycy z radością się do tego zobowiązali. Konstantyn nakazał nawet, że jeśli ktoś zostanie znaleziony z pismami Ariusza, zostanie skazany na śmierć:

„Ponadto, jeśli jakieś pismo skomponowane przez Ariusza zostanie odnalezione, powinno zostać przekazane w płomieniach, aby nie tylko nikczemność jego nauk została wymazana, ale nie pozostanie nic nawet, by komukolwiek o nim przypomnieć. I niniejszym ogłaszam nakaz publiczny, że jeśli ktoś odkryje, że ukrył pismo Ariusza, a nie przyniósł go natychmiast i nie zniszczył w ogniu, jego karą będzie śmierć. Jak tylko zostanie wykryty w tym przestępstwie, zostanie skazany na karę śmierci”.

(Pomimo ich najlepszych wysiłków, arianizm wciąż krążył przez kilkaset lat.)

Wielkanoc ma oficjalną datę

Ponieważ Jezus został ukrzyżowany wkrótce po Święcie Paschy, pierwsi chrześcijanie opierali się na żydowskim kalendarzu księżycowym przy ustalaniu, kiedy świętować Jego zmartwychwstanie.

Jednak po kilkuset latach niektórzy chrześcijanie zaczęli wątpić w wiarygodność kalendarza żydowskiego. Współcześni Żydzi ignorowali równonoc, która zerwała miesiąc księżycowy. Tak więc niektórzy chrześcijanie chcieli stworzyć nowy kalendarz, który byłby zgodny z kalendarzem żydowskim, ale uwzględniał równonoc. Jednak nie wszyscy się zgodzili.

Pierwszy Sobór Nicejski stanął po stronie zwolenników niezależnego kalendarza chrześcijańskiego, co później spowodowało pewne problemy. (Nowy kalendarz kościelny był trochę zbyt niezależny, a kościół nie mógł się zgodzić, jak go ustawić lub przestrzegać. Poza tym Wielkanoc od czasu do czasu przypadała w tym samym dniu co Pascha.)

Rada próbowała zawrzeć pokój z meletianami

Pamiętacie Milecjusza, który mógł wyświęcić Ariusza lub nie? Został ekskomunikowany za rozerwanie jedności Kościoła. Odmówił przyjęcia chrześcijan którzy wyrzekli się wiary, aby uniknąć stania się męczennikami nawet po odpokutowaniu. Jego „Kościół Męczenników” był policzkiem wymierzonym tym chrześcijanom i do czasu soboru zgromadził sporą rzeszę zwolenników. Wyświęcił nawet kilku swoich biskupów.

Sobór Nicejski zaproponował uznanie biskupów meletian, jeśli zostaną „ponownie wyświęceni” przez innych biskupów.

Wtedy w zasadzie traktowali ich jak biskupów drugiej kategorii i nadal ignorowali Milecjusza.

Więc Meletyjczycy stanęli po stronie arian i stali się ogromnym problemem na dziesięciolecia.

Kanony

Rada ustaliła również zestaw około 20 rozporządzeń i umów dotyczących różnych spraw kościelnych, takich jak chrzest, eucharystia (komunia) oraz tego, jak traktować prześladowanych ludzi którzy „załamali się” w wierze (takich ludzi nazywano „Lapsi”). ). Te „prawa kościelne” były znane jako kanony.

Niektórzy uczeni debatują również, czy sobór określił również kanon biblijny, ale nie ma na to solidnych dowodów. (Jerome wydaje się dawać wskazówkę, ale jest to dość niejednoznaczne.)

Credo Nicejskie

Większość ludzi słyszała przynajmniej wers z Credo Nicejskiego. To wszechobecne wyznanie wiary nie cytuje Pisma Świętego, ale opiera się na ustalonym rozumieniu Pisma przez wczesny kościół. Wyznanie wiary zostało zmodyfikowane przez I Sobór Konstantynopolitański, dlatego czasami określa się je mianem Wyznania Nicejsko-Konstantynopolitańskiego.

Oto oryginalne credo, które rada podpisała wspólnie:


Wierzymy w jednego Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, zrodzonego z Ojca, jednorodzonego, to jest z istoty Ojca, Boga z Boga, Światłość ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego, zrodzonego, a nie uczynionego, współistotnego Ojcu, przez którego wszystko się stało, co jest w niebie i co jest na ziemi,

który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił i przyjął ciało, stał się człowiekiem, cierpiał i zmartwychwstał trzeciego dnia, wstąpił do nieba, przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

I w Ducha Świętego.

Tych, którzy mówią: «był kiedyś czas kiedy go nie było» lub «zanim się narodził nie był» lub «stał się z niczego» lub pochodzi z innej hipostazy, lub z innej substancji [niż Ojciec], lub, że Syn Boży jest zmienny i przeobrażalny, tych wszystkich powszechny i apostolski Kościół przekilna. Wikipedia


Być może zauważyłeś już wersety, które odnoszą się konkretnie do arianizmu, ale ten ostatni wers – „te Kościół katolicki i apostolski anatematyzuje” – zasadniczo obiecuje ekskomunikować każdego, kto wyznaje arianizm.

Co się stało po soborze?

Pomimo poparcia setek biskupów i dodatkowego autorytetu cesarza Konstantyna, I Sobór Nicejski nie rozwiązał od razu problemów Kościoła z arianizmem.

W kościele byli już przywódcy (nawet na soborze), którzy sympatyzowali z Ariuszem a arianizm nadal przenikał do kościoła do tego stopnia, że ​​Konstantyn zaczął ich tolerować (znowu, jak na ironię, z pragnienia jedności). Na łożu śmierci Konstantyn został nawet ochrzczony przez biskupa ariańskiego (Euzebiusza z Nikomedii).

Przez pewien czas kościół wydawał się być na wahadle, wahając się między arianizmem a homoousionem. Cesarze po Konstantynie, w tym jego syn Konstantyn II, popierali arianizm. Niektórzy z tych, którzy ekskomunikowali Ariusza, sami zostali ekskomunikowani.

Ariusz został nawet zaproszony z powrotem do kościoła, ale zmarł nagle (i podejrzanie) podczas swojej podróży aby zostać przyjętym przez Aleksandra Konstantynopola.

Kościół zorganizował kilka głównych soborów w stuleciach po pierwszym soborze nicejskim (w tym drugi sobór nicejski w 787) i kilka z tych soborów musiało postawić na potwierdzenie wyznania nicejskiego.

Trwały wpływ Soboru Nicejskiego

Po raz pierwszy w historii Kościoła Sobór Nicejski ustanowił jednolitą doktrynę o Ojcu, Synu i Duchu Świętym. A Credo Nicejskie jest nadal używane na całym świecie.

W kluczowym momencie w kruchym kościele Sobór Nicejski mógł równie dobrze zapobiec samozniszczeniu chrześcijaństwa. Chociaż rozłam utrzymywał się przez wiele lat, ten formalny akt jedności pomógł wprawić w ruch proces uzdrawiania.

Niestety, sobór nicejski ustanowił też niebezpieczny precedens w wykorzystywaniu władzy cesarza do egzekwowania decyzji kościelnych. Wielu przywódców kościelnych których wspierał Konstantyn, widziało później jak cesarze zwracają się przeciwko nim, a przez wieki chrześcijanie doświadczali konsekwencji zjednoczenia państwa i kościoła.

Tłumaczenie Marek_P >>> Źródło

Czy istnieje Bóg? Moralny argument na istnienie Boga

Czy istnieje Bóg? Moralny argument na istnienie Boga

 

C. S. Lewis o moralnym argumencie na istnienia Boga

Jest wiele dobrze znanych od czasów starożytnych argumentów na istnienie Boga, np. Argument kosmologiczny, argument ontologiczny i argument teleologiczny. W tym wszystkim argument moralny na istnienie Boga jest całkiem świeży. Po raz pierwszy postulował to niemiecki filozof Immanuel Kant w swojej pracy Krytyka czystego rozumu [1]. Argumenty kosmologiczne i teleologiczne pochodzą ze starożytności, a argument ontologiczny powstał w okresie średniowiecza. Kant opublikował Krytykę czystego rozumu podczas Oświecenia w 1781 roku.

Podczas gdy inni, tacy jak Hastings Rashdall, WR Sorely i Elton Trueblood, wszyscy posunęli argumentację naprzód, opierając się na pracy Kanta, CS Lewis rozwinął argument moralny do jego najpopularniejszej i najskuteczniejszej formy półtora wieku później w swoim wielkim traktacie: Zwykłe chrześcijaństwo [2]. Zaczął jako seria audycji radiowych podczas II wojny światowej, a później zostało opublikowane w formie książkowej. Lewis podchodzi do argumentu moralnego z nieco innej perspektywy niż agnostyk Immanuel Kant.

Ten artykuł przeanalizuje argumenty Kanta i Lewisa, z krótką wzmianką o wkładzie Rashdalla, Sorely’ego i Trueblood. Zbadamy również dwa lepsze kontrargumenty dla moralnego argumentu na istnienie Boga, utylitaryzm Jeremy’ego Benthama i etykę ewolucyjną Karola Darwina. Odpowiemy na ich kontrargumenty. Na zakończenie podsumowujemy nasze ustalenia i przedstawiamy kilka wniosków końcowych.

IMMANUEL KANT

Zacznę od argumentu Kanta. Kant nie przedstawił swojego argumentu jako dowodu na istnienie Boga per se. Twierdził raczej, że każdy system moralny z konieczności zakłada istnienie Boga jako przodka i arbitra absolutów moralnych. Kant odrzucił inne argumenty za istnieniem Boga, ale nie zaprzeczył istnieniu Boga [4]. Chociaż wychowywał się w surowym i pobożnym chrześcijańskim domu, w końcu został agnostykiem. [5] Argument Kanta jest następujący: [6]

  1. Największym dobrem wszystkich ludzi jest to, że mają szczęście w harmonii z obowiązkami.
  2. Wszyscy ludzie powinni dążyć do największego dobra.
  3. Co ludzie powinni zrobić, mogą zrobić.
  4. Ale ludzie nie są w stanie urzeczywistnić największego dobra w tym życiu lub bez Boga.
  5. Dlatego musimy postulować Boga i przyszłe życie, w którym można osiągnąć największe dobro.

Największe dobro wszystkich ludzi

Kant wierzył, że ludzie najbardziej pragną szczęścia. Wierzył również, że moralność jest ostatecznie kwestią obowiązku ludzi a obowiązek jest tym, co ludzie powinni robić. Największym dobrem, w rozumowaniu Kanta, jest więc poślubienie tych dwóch ideałów: szczęścia i obowiązku.

Kant uczeń łaciny, nazwał ślub szczęścia i obowiązku summum bonum, co po łacinie oznacza „największe dobro”. Uważał, że powinien to być najwyższy ideał w życiu człowieka i wszyscy powinni go gorliwie poszukiwać.

Co ludzie powinni robić, a co potrafią zrobić?

Kant argumentował, że summon bonum nie może zostać osiągnięte w obecnym życiu, które jest zbyt krótkie, a ludzie nie wykazują charakteru ani natury koniecznej do tego. Jeśli ktoś jest ostatecznie niezdolny do zrobienia czegoś, to tego czegoś nie można opisać ściśle jako obowiązku. Może być ideałem, dobrem moralnym lub obowiązkiem, ale w rzeczywistości nie jest obowiązkiem.

Okoliczności na które nie mamy wpływu, mogą spowodować że nie będziemy w stanie wywiązać się z naszych zobowiązań finansowych, ale zobowiązania pozostają do momentu ich zaspokojenia. I odwrotnie, mamy obowiązek żyć moralnie na tyle, na ile jesteśmy w stanie to zrobić, ale tam gdzie nie jesteśmy w stanie tego zrobić, obowiązek ten nie pozostaje.

Jeśli dorosły odmawia ochrony dziecka przed krzywdą, może zostać uznany za winnego moralnie, a tym samym częściowo a być może całkowicie, jest odpowiedzialny za krzywdę dziecka. Jeśli jednak dorosły nie jest świadomy potencjalnego zagrożenia dla dziecka lub jest w tym czasie zakneblowany i związany, nie ma obowiązku ochrony dziecka.

Kant uważał, że ludzie powinni dążyć do summum bonum, ale nie są w stanie tego zrobić w tym życiu. To stwarza dylemat. Jeśli ludzie mają obowiązek, którego nie można spełnić w tym życiu, musi być rozwiązanie.

Konieczność Boga i życia pozagrobowego, aby urzeczywistnić największe dobro

Rozwiązaniem tego dylematu Kanta jest to, że Bóg musi istnieć i musi istnieć życie pozagrobowe. Bez istnienia Boga nie może być jedności szczęścia i obowiązku, ani największego dobra (summum bonum). Ponieważ ludzie nie są w stanie osiągnąć tego samodzielnie, musi być obecna wyższa siła, aby zjednoczyć pragnienie szczęścia i dążenie do obowiązku. Co więcej, skoro ludzie nie są w stanie zrobić tego sami w swoim obecnym stanie, musi istnieć życie pozagrobowe, w którym summum bonum osiąga się dzięki mocy Boga.

RASHDALL, SORELY I TRUEBLOOD

Podczas gdy inni ulepszyli moralny argument za istnieniem Boga, w tym Hastings Rashdall, W.R. Sorely i Elton Trueblood, C.S. Lewis stworzył najpopularniejszą formę tego argumentu w czasach nowożytnych. Zanim jednak przyjrzę się formie argumentacji Lewisa, chciałbym pokrótce wspomnieć o wkładzie tych ludzi.

Hastings Rashdall dowodził że aby istniało coś takiego jak obiektywne prawo moralne, które samo w sobie jest ideą a ponieważ idee są myślami, które mogą istnieć tylko w umyśle musi koniecznie istnieć doskonały umysł moralny. Taki umysł musiałby być nieskończony, ponieważ skończone umysły nie są absolutne, a idea taka jak moralna doskonałość musiałaby istnieć niezależnie od skończonych umysłów. [7]

W.R. Sorely pomógł ugruntować ulepszenie Rashdalla w argumentacji Kanta. Sparafrazuję ocenę Geislera dotyczącą poprawy. Mocno argumentował, że skoro obiektywne prawo moralne istnieje niezależnie od ludzkiej świadomości i zgodności z nim oraz ponieważ ludzie przyznają jego ważność przed poznaniem go i uznają jego roszczenia wobec nich, nie ulegając mu obiektywne prawo moralne musi istnieć w nieskończonym umyśle.[8]

Elton Trueblood poczynił duży postęp w argumentacji. Argumentował, że jakakolwiek subiektywność zastosowana do moralności jest bezsensowna i wyklucza poważną dyskusję o sądach moralnych. Wskazał również, że ludzie zdają sobie sprawę ze swojego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Lojalność i prawda to rzeczy za które ludzie umrą, ale jeśli lojalność nie dotyczy osoby i jeśli prawda nie dotyczy osoby, to taka ofiarna śmierć jest bezsensowna. [9]

C.S. LEWIS

Lewis przedstawił swoje argumenty za istnieniem Boga w „Zwykłym Chrześcijaństwie”.[10] Twierdził, że ludzie mają ogólną zgodę na to, co jest moralnie dobre, a co złe. Kiedy ludzie zostają przyłapani na przekraczaniu prawa moralnego, nie zaprzeczają jego istnieniu a raczej usprawiedliwiają się, dlaczego ich przekroczenie było dopuszczalne w obecnej sytuacji. Brak obiektywnego, uniwersalnego i absolutnego prawa moralnego spowodowałby że argumenty moralne byłyby bezpodstawne (niezależnie od tego, po której stronie się było) a osądy moralne pozbawione sensu.

Tak jak w Argumencie Inteligentnego Projektu, dowód projektu we wszechświecie implikuje projektanta, tak w Argumencie moralnym dowód ludzkiej wiedzy o prawie moralnym, które wykracza poza ludzkość, implikuje prawodawcę. Ten prawodawca musi być nakazowy i zainteresowany ludzkim zachowaniem a zatem osobą. Aby ten prawodawca nakazał co jest moralnie słuszne, ten prawodawca musi być dobry. Musi więc istnieć dobry, osobisty prawodawca moralny, a jest nim Bóg.

STRESZCZENIE ARGUMENTU

Chociaż istnieją różne formy argumentu moralnego na rzecz istnienia Boga, z których każda podkreśla jedną lub drugą zasadę argumentu, można go ogólnie podsumować w następujący sposób:[11]

  1. Obserwuje się ludzkie doświadczenie moralności.
  2. Bóg jest uważany za najlepsze lub jedyne wytłumaczenie tego moralnego doświadczenia.
  3. Dlatego Bóg istnieje.

Chociaż argument jest przekonujący, może nie być w pełni przekonujący a niektórzy myśliciele w ciągu ostatnich kilku stuleci przedstawili kompetentne kontrargumenty. Niektóre z nich są dość skomplikowane. Ostatecznie jednak te kontrargumenty nie mają wagi solidnej logiki ani przekonującej argumentacji, gdy są pod ścisłą kontrolą. Przyjrzymy się teraz dwóm lepszym zarzutom wobec argumentu moralnego i sposobom ich rozwiązywania.

ZASTRZEŻENIA

Jeremy Bentham

Jeremy Bentham był XVIII-wiecznym brytyjskim filozofem, który był twórcą nowoczesnego utylitaryzmu. Zaprzeczał prawu naturalnemu, popierał prawa gejów był zdeklarowanym ateistą, reformatorem społecznym i prawnikiem oraz dążył do unicestwienia religii we współczesnym społeczeństwie.[12]

Natura podporządkowała ludzkość dwóm suwerennym panom, bólu i przyjemności. To do nich należy jedynie wskazanie, co powinniśmy zrobić… Przez zasadę użyteczności rozumie się tę zasadę, która aprobuje lub nie akceptuje każdego działania, zgodnie z tendencją, jak się wydaje, do zwiększania lub zmniejszania szczęścia strony, której interesem jest jest pytanie: lub, co to jest to samo, innymi słowy, aby promować lub przeciwstawiać się temu szczęściu. Mówię o każdym działaniu, a zatem nie tylko o każdym działaniu osoby prywatnej, ale o każdym działaniu rządu[13].

Ten cytat Jeremy’ego Benthama podsumowuje przesłankę jego argumentu, że moralność nie jest ugruntowana na osobistym, uniwersalnym i doskonałym moralnym prawodawcy, ale na użyteczności danego osądu moralnego. Chociaż w utylitaryzmie jest o wiele więcej głębi, ostatecznie zawodzi, ponieważ ludzkość zdaje sobie sprawę, że przyjemność nie może być przewodnią ręką za osądami moralnymi.

Istnieje wiele osądów, które są postrzegane jako moralnie słuszne, co skutkuje bólem, poświęceniem i/lub stratą dla aktora. Przykładami są żołnierze, którzy umierają za swoje kraje. Sportowcy, którzy trenują i cierpią dla swoich fanów. Mnisi, którzy żyją w samozaparciu w imię pobożności i Matka Teresa, która oddała swoje życie pomagając biednym.

Pogoń za doczesną przyjemnością jest właśnie tym, co wyciąga najgorsze w ludzkości. Weźmy pod uwagę otyłość, uzależnienie od narkotyków i seks pozamałżeński, które są próbami zaspokojenia cielesnych pragnień przyjemnością ale ostatecznie są moralnie złe i prowadzą do zniszczenia.

XX-wieczny filozof i rektor King’s College w Cambridge, Bernard Williams, zaatakował utylitaryzm. Który domaga się aby ludzie „odrzucili sumienie i skrupuły i czynili ‘mniejsze zło’ – nawet jeśli jest to wstrętne”.[14] jednak sumienie (sum+nauka = wiedza) jest dowodem naszej wrodzonej znajomości obiektywnej, absolutnej prawdy moralnej. Utylitaryzm zmusza nas do samolubnej egzystencji i zaprzecza wyższym formom cnoty. Ostatecznie nie jest w stanie osiągnąć doskonałej, jednolitej etyki moralnej.

Karol Darwin

W swoim klasycznym dziele „The Descent of Man” Karol Darwin „postanowił wyjaśnić pochodzenie ludzkiej moralności… [i wierzył], że zmysł moralny (altruizm) miałby niewielką przewagę selektywną dla jednostki, ale byłby adaptacyjny dla grupy.” [15] Chodziło mu o to, że moralność rozwinęła się poprzez dobór naturalny jako pomoc w przetrwaniu gatunku ludzkiego. Są z tym co najmniej dwa problemy.

Jeśli przyjmie się ewolucję Darwina (nie zgadzam się), można by łatwo argumentować, że niższe zwierzęta i wszelkiego rodzaju formy życia ewoluowały przez tysiąclecia bez żadnego kodeksu moralnego. Zatem moralność nie jest konieczną pomocą w rozwoju gatunku lub ogólnie form życia.

Co więcej, ludzie często podejmują decyzje moralne, które mogą wyrządzić krzywdę sobie lub innym. Ponieważ wiedzą że są etycznie poprawne, choć potencjalnie autodestrukcyjne, mimo to działają naprzód i „robią słuszną rzecz”.

Weźmy pod uwagę członka plutonu egzekucyjnego, który odmawia strzelania i staje przed sądem wojennym. Lub chrześcijańskiego męczennika, który nie wyrzeknie się swojej wiary w Chrystusa, chociaż może to uratować życie jego własnemu, a być może także najbliższych członków jego rodziny. Moralność regularnie dyktuje, że ludzie działają wbrew swoim naturalnym instynktom, ale naturalne instynkty są tym, co zdaniem ewolucjonistów chroni gatunek. Istoty ludzkie nie potrzebują kodeksu moralnego, aby przetrwać.

WNIOSEK

W artykule tym pokrótce przeanalizowano historię moralnego argumentu za istnieniem Boga, poczynając od Kanta, a kończąc na Lewisie. Omówiliśmy siłę argumentu i kilka jego lepszych kontrargumentów. Ogólnie rzecz biorąc, argument moralny stanowi późny, ale przekonujący dodatek do zestawu argumentów za istnieniem Boga. Wiara w Boga, częściowo oparta na Argumencie Moralnym, jest rozsądna i logiczna. Można jednak uczciwie powiedzieć, że samo w sobie może nie spełniać wysokiego standardu koniecznego do przekonania nawet uczciwego dociekliwego, a tym bardziej wrogiego antagonisty. Jednak w zestawieniu z połączonym ciężarem argumentów kosmologicznych, ontologicznych i teleologicznych, przedstawia przytłaczający argument logiczny i filozoficzny przemawiający za istnieniem Boga.

Źródło: Tłumaczenie na Polski Marek_P

BIBLIOGRAFIA

Farber, Paul Lawrence. Pokusy etyki ewolucyjnej. Berkley, Kalifornia: University of California Press, 1998.

Crimmins, James E. „Bentham on Religion: Ateism and the Secular Society”. Dziennik Historii Idei (1986): 95.

Williamsa, Bernarda. Teoria etyczna: odczyty klasyczne i współczesne. Pod redakcją Louisa P. Pojmana i Jamesa Fiesera. Boston, Massachusetts: Wadsworth, 2011.

Bentham, Jeremy. Wprowadzenie do zasad moralności i ustawodawstwa. Mineola, Nowy Jork: Dover Publications, Inc, 2009.

Byrne, Piotrze. Encyklopedia Filozofii Stanforda. Wydanie internetowe, 2004.

Prawdziwej krwi, Davida Eltona. Filozofia religii. Westport, Connecticut: Green Publishing Group, 1975.

Rashdall, Hastings. Teoria dobra i zła. Oksford, Anglia: Wydawnictwo Uniwersytetu Oksfordzkiego, 1938.

Lewis, Clive Staples. Zwykłe chrześcijaństwo. San Francisco, Kalifornia: Harper, 2001.

Geisler, Norman L. Baker Encyklopedia apologetyki chrześcijańskiej. Grand Rapids, Michigan: Baker Books, 1999.

Kant, Immanuel. Krytyka czystego rozumu. Londyn: Klasyka pingwinów, 2008.

Odnośniki:

[1] Immanuel Kant, Critique of Pure Reason (London: Penguin Classics, 2008).

[2] Clive Staples Lewis, Mere Christianity (San Francisco, California: Harper, 2001).

[3] Norman L. Geisler, Baker Encyclopedia of Christian Apologetics (Grand Rapids, Michigan: Baker Books, 1999), 498.

[4] Ibid.

[5] Ibid.

[6] Ibid.

[7] Hastings Rashdall, The Theory of Good and Evil (Oxford, England: Oxford University press, 1938).

[8] Norman L. Geisler, Baker Encyclopedia of Christian Apologetics (Grand Rapids, Michigan: Baker Books, 1999), 498.

[9] David Elton Trueblood, Philosophy of Religion (Westport, Connecticut: Green Publishing Group, 1975).

[10] Clive Staples Lewis, Mere Christianity (San Francisco, California: Harper, 2001).

[11] Peter Byrne, Stanford Encyclopedia of Philosophy (2004), from an article entitled “Moral Arguments for the Existence of God”.

[12] James E. Crimmins, “Bentham on Religion: Atheism and the Secular Society,” Journal of the History of Ideas (1986) 95.

[13] Jeremy Bentham, An Introduction to the Principles of Morals and Legislation (Mineola, New York: Dover Publications, Inc, 2009), 1.

[14] Bernard Williams, Ethical Theory: Classical and Contemporary Readings, ed. Louis P. Pojman and James Fieser (Boston, Massachusetts: Wadsworth, 2011), 245.

[15] Paul Lawrence Farber, The Temptations of Evolutionary Ethics (Berkley, California: University of California Press, 1998), Chapter 1.

Mahomet i zabójstwo Ka`b bina al-Ashrafa

Mahomet i zabójstwo Ka`b bina al-Ashrafa

 

Mahomet i zabójstwo bin-Ka`ba.

Podczas gdy Mahomet mieszkał w Medynie, wzrastał w siłę. Było wielu Żydów, którzy mu się sprzeciwiali. Mahomet poprosił kilku swoich zwolenników o zamordowanie pewnej liczby tych Żydów. Jednym z nich był Ka`b bin al-Ashraf. 

Wstęp

W Jathrib Mahomet zaczął spotykać się z sprzeciwem żyjących w pobliżu plemion żydowskich. W większości odrzucali jego przesłanie i islam. Żydzi mieli kilka traktatów z Mahometem, ale to nie znaczyło, że byli w dobrych stosunkach. Jeden z Żydów, Ka`b bin al-Ashraf, głośno poparł Mekkańczyków (Kuraszyszy) przeciwko Mahometowi. Dał do zrozumienia, że ​​wierzy iż Mahomet był fałszywym prorokiem.

Zauważ, że podaję dużo szczegółów; Chcę przytoczyć referencje w całości, aby nadać odpowiedni kontekst. Przytaczam również źródła, ponieważ są napisane w języku angielskim. Niektóre słowa są tajemnicze, ale chcę przedstawić je tak, jak zostały przetłumaczone na angielski.

Ka`b był Żydem. Nienawidził Mahometa. Ka`b nigdy nie podniósł broni przeciwko Mahometowi ani żadnemu muzułmaninowi, tylko wyraził swoją opinię przeciwko Mahometowi i wymyślił kilka niesmacznych wierszy o muzułmańskich kobietach. Mahomet widział w nim zagrożenie i dlatego kazał go zamordować w nocy.

Żydzi wokół Medyny nie byli pod rządami Mahometa; zawarli tylko traktat z muzułmanami. Mahomet nie miał prawa zamordować Ka`ba, po prostu uznał iż należy pozbyć się człowieka, który go nienawidził.

Popełnienie takich zbrodni przez szefa mafii jest zrozumiałe, ale niezrozumiałe dla człowieka który twierdzi, że jest prorokiem sprawiedliwego Boga. Który sugeruje, że wolą Bożą jest popełnienie morderstwa. Dawid, król Izraela, również kazał zabić człowieka – Uriasza, ale Dawid nigdy nie powiedział, że taka była wola Boża, w dodatku skonfrontowany ze swoim grzechem, Dawid pokutował. Mahomet nigdy nie pokutował za swoje zbrodnie.

SZCZEGÓŁY MORDERSTWO KA`B AL-ASHRAF

Rozdział: Zabicie Ka’ba bin Al-Aszrafa(15)باب قَتْلُ كَعْبِ بْنِ الأَشْرَفِ Opowiedział Jabir bin `Abdullah:

Wysłannik Allaha (ﷺ) powiedział: „Kto chce zabić Ka`b bin Al-Aszrafa, który skrzywdził Allaha i Jego Apostoła?” Na to Muhammad bin Maslama wstał, mówiąc: „O Wysłanniku Allaha (ﷺ)! Czy chciałbyś, żebym go zabił?” Prorok (ﷺ) powiedział: „Tak”, Muhammad bin Maslama powiedział: „Więc pozwól mi powiedzieć (fałszywą) rzecz (tj. oszukać Ka`b). Prorok (ﷺ) powiedział: „Możesz to powiedzieć. ” Wtedy Muhammad bin Maslama udał się do Ka`b i powiedział: „Ten człowiek (tj. Muhammad żąda od nas Sadaqa (tj. Zakat) i nas niepokoił, a ja przyszedłem pożyczyć coś od ciebie.” W związku z tym Ka`b powiedział: „Na Allaha, zmęczysz się nim!” … … Kiedy Mahomet mocno go uchwycił, powiedział (do swoich towarzyszy): „Dostań się do niego!” Więc zabili go i poszli do Proroka (ﷺ) i poinformowali go. (Abu Rafi`) został zabity po Ka`b bin Al-Ashraf.” Sahih al-Bukhari 4037

Zwróć uwagę, że:

  1. Mahomet chciał, aby ten człowiek został zabity, ponieważ „zranił Allaha i Jego apostoła!” Jak więc człowiek krzywdzi Allaha?
  2. Mahomet wynajął kogoś innego do jego brudnej roboty. Mahomet nie brał udziału w zabijaniu człowieka, który krzywdził Allaha i siebie samego.
  3. Mahomet pozwolił Maslamie kłamać, aby wyciągnąć Ka`ba z jego domu.

Tłem jego morderstwa jest to, że po bitwie pod Badr Ka`b bin al-Ashraf był przerażony zwycięstwem Mahometa i śmiercią niektórych przywódców arabskich. Zacznę od cytatu Ka`ba wyrażającego jego zaskoczenie zwycięstwem muzułmanów.

Teraz przyjrzymy się innym źródłom, które odnoszą się do tego wydarzenia. Przytoczmy, Życie Mahometa I. Ishaq strona 365 czytamy:

„Czy to prawda? Czy Mahomet rzeczywiście zabił tych, o których wspominają ci dwaj mężczyźni? To są arystokraci Arabowie i królowie; na Boga, jeśli Mahomet zabił tych ludzi, lepiej było być martwym niż żywym”.

Kiedy wróg Boga upewnił się, że wieści są prawdziwe, opuścił miasto i udał się do Mekki, aby zamieszkać z al-Muttalibem, który był żonaty z Atiką. Przyjęła go i gościnnie go gościła. Zaczął narzekać na apostoła i recytować wersety, w których opłakiwał Kurejszytów, którzy zostali wrzuceni do dołu po tym, jak zostali zabici w Badr.

Źródło wymienia teraz niektóre stwierdzenia wypowiedziane przez Ka`b. narracja toczy się dalej:

Następnie skomponował miłosne wiersze o obraźliwym charakterze o muzułmańskich kobietach. Apostoł powiedział – zgodnie z tym, co powiedział mi Abdullah Burda: „Kto uwolni mnie od Ibnu’l-Ashrafa?” Maslama powiedział: „Zajmę się nim za ciebie, apostołu Boży, zabiję go”. Powiedział: „Zrób to, jeśli możesz”. Więc Maslama wrócił i czekał trzy dni bez jedzenia i picia, z wyjątkiem tego, co było absolutnie konieczne. Kiedy apostołowi o tym powiedziano, wezwał go i zapytał, dlaczego zrezygnował z jedzenia i picia. Odpowiedział, że dał mu zobowiązanie i nie wiedział, czy zdoła je spełnić. Apostoł powiedział: „Wszystko, co ci spoczywa, to to, żebyś próbował”. Powiedział: „Apostole Boży, będziemy musieli kłamać”. On odpowiedział: „Mów, co chcesz, bo jesteś wolny w tej sprawie”…

… Tymczasem wróg Boży zrobił taki hałas, że każdy fort wokół nas świecił światłem. Wbiłem go w dolną część Harith został ranny w głowę lub stopę, a jeden z naszych mieczy przebił go. odszedł, mijając Umajję, potem Qurayza, a potem oba, aż wspięliśmy się na Harrę Urayd. Nasz przyjaciel Harith pozostał w tyle, osłabiony utratą krwi, więc czekaliśmy na niego przez jakiś czas, aż się pojawił, podążając za nim. nasze ślady. Zanieśliśmy go i zabraliśmy do apostoła OT pod koniec nocy. Pozdrowiliśmy go, gdy stał modląc się, a on wyszedł do nas i powiedzieliśmy mu, że zabiliśmy Bożego wroga. Splunął na rany naszego towarzysza i obaj wróciliśmy do naszych rodzin.Nasz atak na wroga Bożego Apostoła wywołał postrach wśród Żydów, a i nie było w Medynie Żyda, który by się nie bał o swoje życie.

bn Sa’d dodaje kolejną interesującą ciekawostkę dotyczącą tej historii. Z Ibn Sa’d, tom 1, strona 37:

Potem odcięli mu głowę i zabrali ze sobą. … rzucili mu głowę [przed Mahometem]. On (prorok) chwalił Allaha, że został zabity.

Jak widać praktykują odcinanie głów do dziś

 

Zwróć uwagę, co naprawdę się tutaj wydarzyło. Ka`b zachęcał wrogów Mahometa i ułożył kilka wierszy o muzułmańskich kobietach. Mahometowi się to nie podobało i kazał go zamordować. Po zabiciu Ka`ba ścinają mu głowę i przynoszą jego głowę Mahometowi. Kiedy Mahomet widzi jego głowę, chwali Boga za zabicie Ka`b!

PYTANIA

  1. Co to mówi o społeczeństwie, to znaczy że człowiek może zamordować kogoś, kto tylko głośno mu się sprzeciwia?
  2. Czy Mahomet przestrzegał traktatu, który podpisał z Żydami?
  3. Co to mówi o prawdziwym prawie? Jeśli Ka`b był prawdziwym przestępcą, czy Mahomet nie mógłby postępować z nim zgodnie z miejscowym prawem lub traktatem, który podpisał z Żydami?
  4. Jakie są konsekwencje dla społeczeństwa islamskiego? W efekcie czy muzułmanie mogą mordować w nocy tych, którzy się im sprzeciwiają lub islamowi? W tym czasie państwo islamskie nie panowało nad całą Medyną.
  5. Co to mówi o prawdziwym charakterze Mahometa?

WNIOSEK

W sumie widzimy, że ma miejsce morderstwo z zimną krwią. Mahomet wziął sprawy w swoje ręce i zamordował człowieka, który werbalnie mu się sprzeciwił. To było brutalne morderstwo. Przyjaciele oszukali mężczyznę, który wyszedł im z pomocą. Kiedy znaleźli sposobność zamordowali go.

Inne ciekawe islamskie rozrywki

Po raz kolejny, kiedy Mahomet stanął przed wyzwaniem, poradził sobie z nim w brutalny sposób. Kiedy mieszkał w Mekce przed ucieczką do Medyny, Mahomet był słaby i nie był w stanie użyć siły, by zaspokoić swoje pragnienia. Ale gdy zdobył władzę, wykorzystał ją dla własnej korzyści, aby spełnić swoje pragnienia. Stał się dla siebie prawem.

To nie jest dzieło ani działania prawdziwego proroka.

Źródło

Tłumaczenie Marek_P – Może Cię zainteresować:

MAHOMET I ŚMIERĆ KOBIETY ASMA BINT MARWAN

MAHOMET I MORDERSTWO ABU AFAKA

 

Argument Kalam – Kosmologia i Filozofia za istnieniem Boga

Argument Kalam – Kosmologia i Filozofia za istnieniem Boga

 

Kosmologiczny argument ‘Kalam’

William Lane Craig

Jako chłopiec zastanawiałem się nad istnieniem wszechświata. Zastanawiałem się, skąd to się wzięło. Czy miał początek? Pamiętam, jak leżałem w łóżku w nocy, próbując myśleć o wszechświecie bez początku. Każde wydarzenie byłoby poprzedzone innym wydarzeniem, w przeszłość i wstecz, bez punktu zatrzymania a dokładniej bez punktu wyjścia! Nieskończona przeszłość, bez początku! Na tę perspektywę zakręciło mi się w głowie. Po prostu wydawało mi się to niepojęte. Pomyślałem, że musi być jakiś początek, żeby wszystko się zaczęło.

Nie podejrzewałem że przez stulecia, a właściwie tysiąclecia ludzie zmagali się z ideą nieskończonej przeszłości i pytaniem, czy istnieje początek wszechświata. Starożytni greccy filozofowie wierzyli, że materia jest konieczna i niestworzona, a zatem wieczna. Bóg może być odpowiedzialny za wprowadzenie porządku w kosmosie, ale nie stworzył samego wszechświata.

Ten grecki pogląd był sprzeczny z jeszcze bardziej starożytnym żydowskim poglądem na ten temat. Autorzy hebrajscy utrzymywali, że wszechświat nie zawsze istniał, ale został stworzony przez Boga w pewnym momencie w przeszłości. Jak mówi pierwszy werset hebrajskiego Pisma Świętego:

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Księga Rodzaju 1,1).

W końcu te dwie konkurujące ze sobą tradycje zaczęły wchodzić w interakcje. W zachodniej filozofii powstała trwająca ponad tysiąc lat debata na temat tego, czy wszechświat miał początek. Debata ta rozgrywała się wśród Żydów i muzułmanów, a także chrześcijan, zarówno katolików, jak i protestantów. W końcu doszło do czegoś w rodzaju nierozstrzygniętego końca w myśli wielkiego osiemnastowiecznego niemieckiego filozofa Immanuela Kanta. Utrzymywał jak na ironię, że istnieją racjonalnie przekonujące argumenty dla obu stron, tym samym obnażając bankructwo samego rozumu!

Ze względu na jego historyczne korzenie w średniowiecznej teologii islamskiej, ochrzciłem ten argument „argumentem kosmologicznym kalam” („kalam” to arabskie słowo oznaczające teologię średniowieczną). Dziś ten argument, w dużej mierze zapomniany od czasów Kanta, znów znajduje się w centrum uwagi. The Cambridge Companion to Atheism (2007) donosi: „Liczba artykułów w czasopismach filozoficznych pokazuje, że opublikowano więcej artykułów na temat . . . argument Kalam niż opublikowano o jakimkolwiek innym. . . współczesne sformułowanie argumentu za istnieniem Boga. . . . zarówno teiści, jak i ateiści ‘nie mogą zostawić [argumentu] Kalama w spokoju’” (strona 183).

Jaki argument wzbudził takie zainteresowanie? Pozwólmy jednemu z największych średniowiecznych bohaterów tej debaty mówić za siebie. Al-Ghazali był XII-wiecznym muzułmańskim teologiem z Persji, czyli współczesnego Iranu. Był zaniepokojony, że muzułmańscy filozofowie w jego czasach byli pod wpływem starożytnej filozofii greckiej, aby zaprzeczać stworzeniu wszechświata przez Boga. Po dokładnym przestudiowaniu nauk tych filozofów, Ghazali napisał miażdżącą krytykę ich poglądów zatytułowaną Niespójność filozofów. W tej fascynującej książce twierdzi, że idea wszechświata bez początku jest absurdalna. Wszechświat musi mieć początek, a ponieważ nic nie zaczyna istnieć bez przyczyny, musi istnieć transcendentny Stwórca wszechświata.

Ghazali formułuje swój argument bardzo prosto: „Każda istota, która zaczyna, ma przyczynę swojego początku; teraz świat jest bytem, ​​który się zaczął; dlatego ma powód do swojego początku”. [1]

Rozumowanie Ghazali obejmuje trzy proste kroki:


1. Cokolwiek zaczyna istnieć, ma swoją przyczynę.

2. Wszechświat zaczął istnieć.

3. Dlatego wszechświat ma przyczynę swojego początku.


Przyjrzyjmy się każdemu krokowi tego argumentu.

Przesłanka 1

Zauważ, że Ghazali nie potrzebuje tak silnej przesłanki jak (1), aby jego argumentacja się powiodła. Pierwsza przesłanka może być sformułowana skromniej.

1′. Jeśli wszechświat zaczął istnieć, to wszechświat ma przyczynę swojego początku.

Ta skromniejsza wersja pierwszej przesłanki pozwoli nam uniknąć wyjaśniania pewnej  kwestii. Sceptyk może twierdzić, że w fizyce istnieje teoria, że cząstki subatomowe mogą powstać z niczego. Jednak takie teorie dotyczą cząstek powstających jako fluktuacja energii zawartej w próżni. W fizyce próżnia jest morzem zmiennej energii, która rządzi się prawami fizycznymi. Kiedy mówimy o początkach Wszechświata, pytamy jednak skąd biorą się prawa fizyczne rządzące światem materialnym a także skąd się bierze sama materia. 

Należy zachować ostrożność podczas używania słowa „stworzenie” w kontekście fizycznym. Jednym ze znanych przykładów jest tworzenie cząstek elementarnych w akceleratorze. Jednak w tej sytuacji następuje przemiana jednego rodzaju materii w inny, przy zachowaniu w tym procesie całkowitej ilości energii. [2]

Zatem ten rzekomy wyjątek od (1) nie jest wyjątkiem od (1).

Podam trzy powody na poparcie przesłanki (1′):

1. Coś nie może powstać z niczego. Twierdzenie, że coś może powstać z niczego, jest gorsze niż magia. Kiedy magik wyciąga królika z kapelusza, przynajmniej masz magika, nie mówiąc już o kapeluszu! Ale jeśli zaprzeczysz założeniu (1′), musisz pomyśleć, że cały wszechświat pojawił się w pewnym momencie w przeszłości bez żadnego powodu. Ale nikt szczerze nie wierzy, że coś powiedzmy koń lub eskimoska wioska, może po prostu zaistnieć bez przyczyny.

2. Jeśli coś może powstać z niczego, to staje się niewytłumaczalne, dlaczego po prostu nic lub wszystko nie powstaje z niczego. Pomyśl o tym: dlaczego rowery, Beethoven i piwo korzenne nie wyskoczą z niczego? Dlaczego tylko wszechświaty mogą powstać z niczego? Co sprawia, że ​​nicość jest tak dyskryminująca? W nicości nie może być nic, co faworyzuje wszechświaty, ponieważ nicość nie ma żadnych właściwości. Nic też nie może ograniczać nicości, ponieważ nie ma nic, co można by ograniczać!

3. Powszechne doświadczenia i dowody naukowe potwierdzają słuszność przesłanki 1′. Nauka o kosmologii opiera się na założeniu, że istnieją warunki przyczynowe powstania wszechświata. Trudno więc zrozumieć, jak ktokolwiek zaangażowany we współczesną naukę mógłby zaprzeczyć, że (1′) jest bardziej wiarygodnie prawdą niż fałszem.

Myślę więc, że pierwsza przesłanka kosmologicznego argumentu kalam jest z pewnością prawdziwa.

Założenie 2

Bardziej kontrowersyjną przesłanką w argumentacji jest przesłanka 2, że wszechświat zaczął istnieć. To wcale nie jest oczywiste. Zbadajmy zarówno argumenty filozoficzne, jak i dowody naukowe na poparcie przesłanki 2.

Pierwszy argument filozoficzny

Ghazali argumentował, że jeśli wszechświat nigdy nie zaczął istnieć, to istnieje nieskończona liczba wydarzeń z przeszłości poprzedzających dzień dzisiejszy. Twierdził jednak, że nieskończona liczba rzeczy nie może istnieć. Ghazali uznał, że może istnieć potencjalnie nieskończona liczba rzeczy, ale zaprzeczył, że może istnieć rzeczywiście nieskończona liczba rzeczy.

Kiedy mówimy, że coś jest potencjalnie nieskończone, nieskończoność służy jedynie jako idealna granica, która nigdy nie zostanie osiągnięta. Na przykład, możesz podzielić dowolną skończoną odległość na pół, potem na czwarte, potem na ósme, potem na szesnaste i tak dalej do nieskończoności. Liczba podziałów jest potencjalnie nieskończona, w tym sensie, że można by dalej dzielić bez końca. Ale nigdy nie dojdziesz do podziału „nieskończoności”. Nigdy nie miałbyś właściwie nieskończonej liczby części lub podziałów.

Teraz Ghazali nie ma problemu z istnieniem jedynie potencjalnych nieskończoności, ponieważ są to tylko idealne granice. Twierdził jednak, że gdyby rzeczywiście mogła istnieć nieskończona liczba rzeczy, wynikłyby różne absurdy. Jeśli mamy uniknąć tych absurdów, musimy zaprzeczyć, że faktycznie istnieje nieskończona liczba rzeczy. Oznacza to, że liczba przeszłych wydarzeń nie może być w rzeczywistości nieskończona. Dlatego wszechświat nie może być bez początku; raczej wszechświat zaczął istnieć.

Bardzo często twierdzi się, że ten rodzaj argumentacji został unieważniony przez rozwój współczesnej matematyki. W nowoczesnej teorii mnogości użycie zbiorów faktycznie nieskończonych jest powszechne. Na przykład zbiór liczb naturalnych {0, 1, 2, . . .} ma w rzeczywistości nieskończoną liczbę członków. Liczba członków w tym zbiorze jest nie tylko potencjalnie nieskończona, zgodnie z nowoczesną teorią mnogości; raczej liczba członków jest w rzeczywistości nieskończona. Wiele osób wywnioskowało, że te wydarzenia podważają argument Ghazali.

Ale czy tak jest naprawdę? Współczesna teoria mnogości pokazuje, że jeśli przyjmiesz pewne aksjomaty i reguły, możesz mówić o faktycznie nieskończonych zbiorach w spójny sposób, bez zaprzeczania sobie. Wszystko to pokazuje, jak stworzyć pewien wszechświat dyskursu, aby konsekwentnie mówić o rzeczywistych nieskończonościach. Ale absolutnie nic nie pokazuje, że takie matematyczne byty naprawdę istnieją lub że rzeczywiście może istnieć nieskończona liczba rzeczy. Jeśli Ghazali ma rację, to ten wszechświat dyskursu może być traktowany jako tylko fikcyjna kraina, jak świat Sherlocka Holmesa lub coś, co istnieje tylko w twoim umyśle.

Sposób, w jaki Ghazali ukazuje prawdziwą niemożliwość rzeczywiście nieskończonej liczby rzeczy, polega na wyobrażeniu sobie, jak by to było, gdyby taka kolekcja mogła istnieć, a następnie wyciągnięciu absurdalnych konsekwencji. Pozwólcie, że podzielę się jedną z moich ulubionych ilustracji, zatytułowaną „Hotel Hilberta”, pomysłem wielkiego niemieckiego matematyka Davida Hilberta.

Hilbert najpierw zachęca nas do wyobrażenia sobie zwykłego hotelu ze skończoną liczbą pokoi. Załóżmy ponadto, że wszystkie pokoje są pełne. Jeśli przy biurku pojawia się nowy gość z prośbą o pokój, kierownik mówi: „Przepraszam, wszystkie pokoje są pełne” i to koniec historii.

Ale teraz, mówi Hilbert, wyobraźmy sobie hotel z nieskończoną liczbą pokoi i załóżmy raz jeszcze, że wszystkie pokoje są pełne. Ten fakt należy wyraźnie docenić. W całym nieskończonym hotelu nie ma ani jednego wakatu; w każdym pokoju jest już osoba z krwi i kości. Załóżmy teraz, że w recepcji pojawia się nowy gość, prosząc o pokój. „Nie ma problemu”, mówi kierownik. Przenosi osobę, która przebywała w pokoju nr 1 do pokoju nr 2, osobę, która przebywała w pokoju nr 2 do pokoju nr 3, osobę, która przebywała w pokoju nr 3, do pokoju nr 4 i tak dalej w nieskończoność. W wyniku tych zmian pokój nr 1 staje się teraz pusty, a nowy gość z wdzięcznością się zamelduje. Ale zanim przybył, wszystkie pokoje były już pełne!

Jednak robi się coraz ciekawiej! Załóżmy mówi Hilbert, że w recepcji pojawia się nieskończona liczba nowych gości, prosząc o pokoje. „Nie ma problemu, nie ma problemu!” mówi kierownik. Przenosi osobę, która przebywała w pokoju nr 1 do pokoju nr 2, osobę, która przebywała w pokoju nr 2 do pokoju nr 4, osobę, która przebywała w pokoju nr 3, do pokoju nr 6, za każdym razem przenosząc tę ​​osobę do pokoju numer pokoju dwa razy jego własny. Ponieważ dowolna liczba pomnożona przez dwa jest liczbą parzystą, wszyscy goście kończą w pokojach parzystych. W rezultacie wszystkie nieparzyste pokoje stają się puste, a nieskończona liczba nowych gości jest łatwo przyjmowana. W rzeczywistości kierownik mógł robić to nieskończoną ilość razy i zawsze przyjmować nieskończenie więcej gości. A jednak, zanim przybyli, wszystkie sale były już pełne!

Jak powiedział mi kiedyś student, Hilbert’s Hotel, gdyby mógł istnieć, musiałby mieć wywieszony na zewnątrz znak: „Brak wolnych miejsc (przywitanie gości)”. Czy taki hotel może istnieć w rzeczywistości?

Hotel Hilberta to absurd. Ponieważ nic nie opiera się na ilustracji dotyczącej hotelu, argument można uogólnić aby pokazać, że istnienie faktycznie nieskończonej liczby rzeczy jest absurdem.

Czasami ludzie reagują na Hotel Hilberta, mówiąc że te absurdy wynikają z tego, że pojęcie nieskończoności jest poza nami i nie możemy go zrozumieć. Ale ta reakcja jest błędna i naiwna. Jak powiedziałem, teoria zbiorów nieskończonych jest wysoko rozwiniętą i dobrze rozumianą gałęzią współczesnej matematyki. Wynikają z tego absurdy, ponieważ rozumiemy naturę rzeczywistej nieskończoności. Hilbert był bystrym facetem i dobrze wiedział, jak zilustrować dziwaczne konsekwencje istnienia właściwie nieskończonej liczby rzeczy.

Tak naprawdę jedyną rzeczą, jaką krytyk może w tym momencie zrobić, jest po prostu powiedzieć, że Hotel Hilberta nie jest absurdem. Czasami krytycy będą próbować uzasadnić ten ruch, mówiąc, że jeśli może istnieć rzeczywista nieskończoność, to takie sytuacje są dokładnie tym, czego powinniśmy się spodziewać. Ale ta odpowiedź jest niewystarczająca. Hilbert zgodziłby się oczywiście, że gdyby mogła istnieć rzeczywista nieskończoność, sytuacja z jego wyimaginowanym hotelem jest taka, jakiej byśmy się spodziewali. W przeciwnym razie nie byłaby to dobra ilustracja! Ale pytanie brzmi, czy taki hotel jest naprawdę możliwy.

Myślę więc, że pierwszy argument Ghazali jest dobry. Pokazuje, że liczba przeszłych wydarzeń musi być skończona. Dlatego wszechświat musiał mieć początek. Argument Ghazali możemy podsumować w następujący sposób:

1. Rzeczywista nieskończoność nie może istnieć.

2. Nieskończony czasowy regres wydarzeń jest rzeczywistą nieskończonością.

3. Dlatego nie może istnieć nieskończony czasowy regres wydarzeń.

Drugi argument filozoficzny

Ghazali ma drugi, niezależny argument za początkiem wszechświata. Seria minionych wydarzeń, jak zauważa Ghazali, została utworzona przez dodanie jednego zdarzenia po drugim. Seria przeszłych wydarzeń jest jak sekwencja kostek domina spadających jedna po drugiej, aż do ostatniego domina dzisiaj. Twierdzi jednak, że żaden szereg utworzony przez dodawanie jednego członka po drugim nie może być w rzeczywistości nieskończony. Nie możesz bowiem przejść przez nieskończoną liczbę elementów, jeden na raz.

Łatwo to zauważyć w przypadku próby liczenia do nieskończoności. Bez względu na to, jak wysoko liczysz, zawsze pozostaje nieskończona liczba liczb do policzenia.

Ale jeśli nie możesz liczyć do nieskończoności, jak możesz odliczać od nieskończoności? To tak, jakby ktoś twierdził, że odliczył wszystkie liczby ujemne, kończące się na zero: . . ., -3, -2, -1, 0. To wydaje się szalone. Bo zanim mógł policzyć 0, musiałby policzyć -1, a zanim mógł policzyć -1, musiałby policzyć -2 i tak dalej, z powrotem do nieskończoności. Zanim jakakolwiek liczba będzie mogła zostać policzona, najpierw trzeba będzie policzyć nieskończoną liczbę liczb. Po prostu zostajesz wepchnięty w przeszłość, tak że nigdy nie można policzyć żadnej liczby.

Ale wtedy ostatnie domino nigdy nie może spaść, jeśli nieskończona liczba domino musiałaby spaść pierwsza. Więc dzisiaj nigdy nie można było osiągnąć. Ale oczywiście oto jesteśmy! To pokazuje, że ciąg minionych wydarzeń musi być skończony i mieć początek.

Ghazali starał się uwydatnić niemożność stworzenia nieskończonej przeszłości, przedstawiając ilustracje absurdów, które by wynikły, gdyby można było to zrobić. Załóżmy na przykład, że na każdą jedną orbitę Saturna wokół Słońca Jowisz wykonuje dwie. Im dłużej orbitują, tym dalej Saturn pozostaje w tyle. Jeśli będą krążyć w nieskończoność, zbliżą się do granicy, przy której Saturn jest nieskończenie daleko za Jowiszem. Oczywiście nigdy nie osiągną tego limitu.

Ale teraz odwróćmy tę historię: załóżmy, że Jowisz i Saturn krążą wokół Słońca od wieczności. Który wykonał najwięcej orbit? Odpowiedź brzmi, że liczba ich orbit jest dokładnie taka sama: nieskończoność! (Nie możemy wymknąć się z tego argumentu, mówiąc, że nieskończoność nie jest liczbą. We współczesnej matematyce jest to liczba, liczba elementów w zbiorze {0, 1, 2, 3,…}.) Ale wydaje się to absurdalne, im dłużej krążą, tym większa rozbieżność rośnie. Więc w jaki sposób liczba orbit magicznie się zrównuje, czyniąc je okrążającymi od wieczności?

Inna ilustracja: przypuśćmy, że spotykamy kogoś, kto twierdzi, że odliczał od wieczności, a teraz kończy: . . . -3, -2, -1, 0! Uff! Możemy zapytać, dlaczego właśnie kończy dzisiaj odliczanie? Dlaczego nie skończył wczoraj lub przedwczoraj? Wszakże do tego czasu minęła już nieskończona ilość czasu. Więc jeśli mężczyzna liczył z szybkością jednej liczby na sekundę, miał już nieskończoną liczbę sekund na zakończenie odliczania. Powinien już być gotowy! W rzeczywistości w dowolnym momencie przeszłości miał już nieskończony czas i powinien był już skończyć. Ale w żadnym momencie w przeszłości nie możemy znaleźć człowieka kończącego odliczanie, co jest sprzeczne z hipotezą, że liczył od wieczności.

Te ilustracje tylko wzmacniają twierdzenie Ghazali, że żaden szereg utworzony przez dodanie jednego członka po drugim nie może być w rzeczywistości nieskończony. Ponieważ seria przeszłych wydarzeń została utworzona przez dodanie jednego zdarzenia po drugim, nie może być w rzeczywistości nieskończona. Musiała mieć początek. Mamy więc drugi dobry argument za przesłanką 2, że wszechświat zaczął istnieć. Możemy podsumować ten argument w następujący sposób:

1. Zbiór utworzony przez kolejne dodawanie nie może być rzeczywistą nieskończonością.

2. Czasowy ciąg wydarzeń jest zbiorem, który tworzy kolejne dodawanie.

3. Zatem czasowy ciąg wydarzeń nie może być rzeczywistą nieskończonością.

Pierwsze potwierdzenie naukowe

Jednym z najbardziej zdumiewających osiągnięć współczesnej astronomii, którego Ghazali nigdy by się nie spodziewał, jest to, że mamy teraz mocne dowody naukowe na początek wszechświata. Pierwsze naukowe potwierdzenie powstania wszechświata pochodzi z ekspansji wszechświata.

Przez całą historię ludzie zakładali, że wszechświat jako całość jest niezmienny. Oczywiście, rzeczy we wszechświecie poruszały się i zmieniały, ale sam wszechświat po prostu tam był, że tak powiem. Takie było również założenie Alberta Einsteina, kiedy po raz pierwszy zaczął stosować swoją nową teorię grawitacji, zwaną Ogólną Teorią Względności, we wszechświecie w 1917 roku.

Ale Einstein odkrył, że coś jest strasznie nie w porządku. Jego równania opisywały wszechświat, który albo nadmuchiwał się jak balon, albo zapadał się sam. W latach dwudziestych rosyjski matematyk Alexander Friedman i belgijski astronom Georges LeMaître postanowili przyjąć równania Einsteina za wartość nominalną, w wyniku czego niezależnie opracowali modele rozszerzającego się Wszechświata. W 1929 roku amerykański astronom Edwin Hubble dzięki niestrudzonym obserwacjom w Obserwatorium Mount Wilson, dokonał zaskakującego odkrycia, które zweryfikowało teorię Friedmana i LeMaître’a. Odkrył, że światło z odległych galaktyk wydaje się być bardziej czerwone niż oczekiwano. To „przesunięcie ku czerwieni” światła było najbardziej prawdopodobne z powodu rozciągania się fal świetlnych, gdy galaktyki oddalają się od nas. Gdziekolwiek Hubble skierował swój teleskop na nocne niebo, obserwował to samo przesunięcie ku czerwieni w świetle galaktyk. Wyglądało na to, że jesteśmy w centrum kosmicznej eksplozji, a wszystkie inne galaktyki odlatują od nas z fantastycznymi prędkościami!

Teraz, zgodnie z modelem Friedmana-LeMaître’a, tak naprawdę nie jesteśmy w centrum wszechświata. Obserwator w dowolnej galaktyce będzie raczej wypatrywał i widział inne galaktyki oddalające się od niego. Dzieje się tak dlatego, że zgodnie z teorią tak naprawdę to sama przestrzeń się rozszerza. Galaktyki w rzeczywistości odpoczywają w przestrzeni, ale oddalają się od siebie w miarę rozszerzania się przestrzeni.

Model Friedmana-LeMaître’a stał się ostatecznie znany jako teoria Wielkiego Wybuchu. Ale ta nazwa może być myląca. Myślenie o ekspansji wszechświata jako rodzaju eksplozji może nas zmylić do myślenia, że galaktyki przemieszczają się w istniejącą wcześniej, pustą przestrzeń z punktu centralnego. To byłoby kompletne niezrozumienie modelu. Teoria jest znacznie bardziej radykalna.

Gdy popatrzysz na ekspansję wszechświata wstecz, zauważysz że wszystko było bliżej siebie. W końcu odległość między dowolnymi dwoma punktami w przestrzeni staje się zerowa. Nie możesz podejść bliżej niż to! W tym momencie osiągnąłeś granicę przestrzeni i czasu. Przestrzeni i czasu nie można cofnąć dalej. To dosłownie początek przestrzeni i czasu.

Aby to zobrazować, możemy przedstawić naszą trójwymiarową przestrzeń jako dwuwymiarowy dysk, który kurczy się w czasie (ryc. 2).

Rys. 2. Geometryczna reprezentacja czasoprzestrzeni. Dwuwymiarowy dysk reprezentuje naszą trójwymiarową przestrzeń. Wymiar pionowy reprezentuje czas. W miarę cofania się w czasie przestrzeń kurczy się, aż odległość między dowolnymi dwoma punktami wynosi zero. Czasoprzestrzeń ma więc geometrię stożka. Punkt stożka jest granicą przestrzeni i czasu.

Ostatecznie odległość między dowolnymi dwoma punktami w przestrzeni staje się zerowa. Tak więc czasoprzestrzeń może być przedstawiona geometrycznie jako stożek. Istotne w tym jest to, że chociaż stożek może rozciągać się w nieskończoność w jednym kierunku, ma punkt graniczny w drugim kierunku. Ponieważ ten kierunek reprezentuje czas, a punkt graniczny leży w przeszłości, model sugeruje, że przeszły czas jest skończony i miał początek.

Ponieważ czasoprzestrzeń jest areną, na której istnieje cała materia i energia, początek czasoprzestrzeni jest również początkiem całej materii i energii. To początek wszechświata.

Zauważ, że przed początkową granicą czasoprzestrzeni po prostu nie ma nic. Nie dajmy się zwieść słowom. Kiedy kosmologowie mówią: „Nie ma nic przed początkową granicą”, nie mają na myśli, że istnieje jakiś stan rzeczy przed nią, a jest to stan nicości. To byłoby traktowanie niczego tak, jakby to było coś! Raczej mają na myśli to, że w punkcie granicznym nieprawdą jest, że „coś jest przed tym punktem”.

Standardowy model Wielkiego Wybuchu przewiduje zatem absolutny początek wszechświata. Jeśli ten model jest poprawny, to mamy zdumiewające naukowe potwierdzenie drugiej przesłanki kosmologicznej argumentacji kalam.

Czy zatem model jest poprawny, a co ważniejsze, czy jest poprawny w przewidywaniu początku wszechświata? Pomimo empirycznego potwierdzenia, standardowy model Wielkiego Wybuchu będzie musiał zostać zmodyfikowany na różne sposoby. Model oparty jest, jak widzieliśmy, na Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Ale teoria Einsteina załamuje się, gdy przestrzeń zostaje zmniejszona do proporcji subatomowych. W tym momencie będziemy musieli wprowadzić fizykę subatomową i nikt nie jest pewien, jak to zrobić. Co więcej, ekspansja wszechświata prawdopodobnie nie jest stała, jak w modelu standardowym. Wszystkie badania i eksperymenty pokazują że ta ekspansja ciągle przyspiesza.

Ale żadna z tych korekt nie musi wpływać na fundamentalną prognozę absolutnego początku wszechświata. Rzeczywiście, fizycy zaproponowali dziesiątki alternatywnych modeli na przestrzeni dziesięcioleci od czasu pracy Friedmana i LeMaître’a, a te, które nie mają absolutnego początku, wielokrotnie okazywały się niewykonalne. Mówiąc bardziej pozytywnie, jedynymi wykonalnymi niestandardowymi modelami były te, które obejmują absolutny początek wszechświata. Ten początek może, ale nie musi, obejmować punkt początkowy. Ale w teoriach (takich jak propozycja „bez granic”) Stephena Hawkinga, które nie mają punktu początkowego, przeszłość wciąż jest skończona, a nie nieskończona. Zgodnie z takimi teoriami wszechświat nie istniał wiecznie, ale powstał, nawet jeśli nie powstał w ściśle określonym punkcie.

W pewnym sensie historię kosmologii XX wieku można postrzegać jako serię nieudanych prób uniknięcia absolutnego początku przewidzianego przez standardowy model Wielkiego Wybuchu. Przewidywanie to trwa już prawie 100 lat, w okresie ogromnych postępów w astronomii obserwacyjnej i twórczej pracy teoretycznej w astrofizyce.

Tymczasem seria niezwykłych twierdzeń o osobliwości coraz bardziej zacieśnia pętlę wokół empirycznie możliwych do utrzymania modeli, pokazując, że w coraz bardziej uogólnionych warunkach początek jest nieunikniony. W 2003 roku Arvind Borde, Alan Guth i Alexander Vilenkin byli w stanie pokazać, że każdy wszechświat, który przeciętnie znajduje się w stanie kosmicznej ekspansji w każdej historii, nie może być nieskończony w przeszłości, ale musi mieć początek. Dotyczy to również scenariuszy wieloświatowych. W 2012 roku Vilenkin wykazał, że modele, które nie spełniają tego jednego warunku, nadal z innych powodów nie są w stanie zapobiec powstaniu wszechświata. Vilenkin podsumował: „Żaden z tych scenariuszy tak naprawdę nie może być wieczny”. [3] „Wszystkie dowody, które mamy, mówią że wszechświat miał początek”. [4]

Twierdzenie Borde-Gutha-Vilenkina dowodzi, że klasyczna czasoprzestrzeń, w jednym bardzo ogólnym warunku nie może zostać rozszerzona do przeszłej nieskończoności. Ale musi osiągnąć granicę w pewnym momencie w skończonej przeszłości. Teraz albo coś było po drugiej stronie tej granicy, albo nie. Jeśli nie, to ta granica jest po prostu początkiem wszechświata. Jeśli coś było po drugiej stronie, to będzie to obszar opisany przez nieodkrytą jeszcze teorię grawitacji kwantowej. W takim przypadku, mówi Vilenkin, będzie to początek wszechświata. Tak czy inaczej, wszechświat zaczął istnieć.

Oczywiście wyniki naukowe są zawsze tymczasowe. Możemy w pełni oczekiwać, że zostaną zaproponowane nowe teorie, próbujące uniknąć początku wszechświata. Takie propozycje należy przyjąć z zadowoleniem i przetestować. Niemniej jednak jest całkiem jasne, w którą stronę wskazują dowody. Dziś zwolennik kosmologicznego argumentu Ghazaliego wygodnie mieści się w głównym nurcie naukowym, utrzymując że wszechświat zaczął istnieć.

Drugi argument naukowy

Jakby tego było mało, faktycznie istnieje drugie naukowe potwierdzenie początku wszechświata, to z Drugiej Zasady Termodynamiki. Zgodnie z tą zasadą, jeśli system nie będzie zasilany energią, system ten będzie coraz bardziej nieuporządkowany.

Teraz już w XIX wieku, naukowcy zdali sobie sprawę, że Drugie Prawo implikuje ponurą przepowiednię przyszłości wszechświata. Po upływie wystarczającego czasu cała energia we wszechświecie rozprzestrzeni się równomiernie po całym wszechświecie. Wszechświat stanie się pozbawioną cech charakterystycznych zupą, w której życie nie jest możliwe. Gdy wszechświat osiągnie taki stan, nie jest możliwa żadna znacząca zmiana. To stan równowagi. Naukowcy nazwali to „śmiercią cieplną” wszechświata.

Ale ta niepożądana przepowiednia wywołała kolejną zagadkę: jeśli po odpowiednim czasie wszechświat nieuchronnie ulegnie stagnacji w stanie śmierci cieplnej, to dlaczego skoro istniał wiecznie, nie znajduje się teraz w stanie śmierci cieplnej? Jeśli w skończonym czasie wszechświat osiągnie równowagę, to biorąc pod uwagę nieskończony przeszły czas, powinien już być w stanie równowagi. Ale nie jest. Jesteśmy w stanie nierównowagi, gdzie energia jest nadal dostępna do wykorzystania, a wszechświat ma uporządkowaną strukturę.

Odważne rozwiązanie tego problemu zaproponował XIX-wieczny fizyk niemiecki Ludwig Boltzmann. Boltzmann zasugerował, że być może wszechświat jest w rzeczywistości w stanie ogólnej równowagi. Niemniej jednak, tylko przez przypadek, tu i tam powstaną bardziej uporządkowane ogniska nierównowagi. Boltzmann nazywa te izolowane regiony nierównowagi „światami”. Tak się składa, że ​​nasz wszechświat jest jednym z tych światów. Ostatecznie, zgodnie z Drugim Prawem, powróci do ogólnego stanu równowagi.

Współcześni fizycy powszechnie odrzucili odważną hipotezę wielu światów Boltzmanna jako wyjaśnienie obserwowanej nierównowagi wszechświata. Jego fatalną wadą jest to, że jeśli nasz świat jest tylko przypadkowym fluktuacją stanu ogólnej równowagi, to powinniśmy obserwować znacznie mniejszą ilość porządku. Czemu? Ponieważ niewielka fluktuacja od równowagi jest znacznie bardziej prawdopodobna niż ogromna, utrzymująca się fluktuacja niezbędna do stworzenia wszechświata, który widzimy a jednak niewielka fluktuacja wystarczyłaby do naszego istnienia. Na przykład fluktuacja, która stworzyłaby świat nie większy niż nasz Układ Słoneczny, wystarczyłaby nam do życia i byłaby niezrozumiałe bardziej prawdopodobna niż fluktuacja, która uformowała cały wszechświat, który widzimy!

W rzeczywistości hipoteza Boltzmanna, jeśli byłaby konsekwentnie realizowana, prowadziłaby do dziwnego rodzaju iluzjonizmu: według wszelkiego prawdopodobieństwa naprawdę zamieszkujemy mniejszy świat, a obserwowane przez nas gwiazdy i planety są tylko iluzjami, zwykłymi obrazami na niebie. Taki świat jest bowiem znacznie bardziej prawdopodobny niż wszechświat, który wbrew drugiemu prawu termodynamiki oddalił się od równowagi na miliardy lat, tworząc obserwowany przez nas wszechświat.

Odkrycie rozszerzania się wszechświata w latach dwudziestych zmodyfikowało rodzaj śmierci cieplnej przewidywanej na podstawie drugiego prawa, ale nie zmieniło zasadniczego pytania. Ostatnie odkrycia wskazują, że kosmiczna ekspansja faktycznie przyspiesza. Ponieważ objętość przestrzeni rośnie tak szybko, wszechświat faktycznie coraz bardziej oddala się od stanu równowagi, w którym materia i energia są równomiernie rozłożone. Ale przyspieszenie ekspansji wszechświata tylko przyspiesza jego upadek. Na razie różne regiony wszechświata stają się coraz bardziej odizolowane od siebie w przestrzeni, a każdy odcięty od siebie region staje się ciemny, zimny, rozcieńczony i martwy. Więc znowu, dlaczego nasz region nie jest w takim stanie, jeśli wszechświat istnieje już od nieskończonego czasu?

Oczywistą konsekwencją tego wszystkiego jest to, że pytanie opiera się na fałszywym założeniu, a mianowicie, że wszechświat istnieje od nieskończoności. Dzisiaj większość fizyków powiedziałaby, że materia i energia zostały po prostu umieszczone we wszechświecie jako warunek początkowy, a wszechświat podąża ścieżką wytyczoną przez drugie prawo od samego początku, skończony czas temu.

Oczywiście podjęto próby uniknięcia początku wszechświata przewidzianego na podstawie Drugiej Zasady Termodynamiki. Ale żaden z nich nie odniósł sukcesu. Sceptycy mogą mieć nadzieję, że grawitacja kwantowa pomoże odwrócić konsekwencje drugiej zasady termodynamiki. Ale w 2013 roku kosmolog Aron Wall z Uniwersytetu Kalifornijskiego był w stanie sformułować nowe twierdzenie o osobliwości, które wydaje się zamykać drzwi przed tą możliwością. Wall pokazuje, że biorąc pod uwagę słuszność uogólnionego drugiego prawa termodynamiki w grawitacji kwantowej, wszechświat musiał zacząć istnieć, chyba że w pewnym momencie w przeszłości postuluje się odwrócenie strzałki czasu (czas biegnie wstecz!). słusznie zauważa, że ​​wiąże się z termodynamicznym początkiem w czasie, który „wydaje się rodzić te same pytania filozoficzne, jakie wywołałby każdy inny rodzaj początku w czasie”. [5] Wall donosi, że jego wyniki wymagają słuszności tylko niektórych podstawowych pojęć, więc „rozsądnie jest sądzić, że wyniki utrzymają się w pełnej teorii grawitacji kwantowej”.

Tak więc po raz kolejny dowody naukowe potwierdzają prawdziwość drugiej przesłanki kosmologicznej argumentacji Ghazali.

Wniosek

Zatem na podstawie dowodów zarówno filozoficznych, jak i naukowych, mamy dobre podstawy, by sądzić że wszechświat zaczął istnieć. Wynika z tego, że wszechświat ma przyczynę swojego początku.

Jakie właściwości musi posiadać ta przyczyna wszechświata? Ta przyczyna musi być sama w sobie bezprzyczynowa, ponieważ widzieliśmy że nieskończona seria przyczyn jest niemożliwa. Jest to zatem Bezprzyczynowa Pierwsza Przyczyna. Ta Przyczyna musi przekraczać przestrzeń i czas, ponieważ stworzyła przestrzeń i czas. Dlatego musi być niematerialna i nie fizyczna. Przyczyna ta musi być niewyobrażalnie potężna, ponieważ stworzyła całą materię i energię.

Wreszcie Ghazali argumentował, że ta bezprzyczynowa pierwsza przyczyna musi być również istotą osobistą. To jedyny sposób na wyjaśnienie, w jaki sposób odwieczna przyczyna może wywołać skutek z początkiem takim jak wszechświat.

Oto problem: jeśli przyczyna jest wystarczająca, aby wywołać skutek, to jeśli istnieje przyczyna, musi istnieć również skutek. Na przykład przyczyną zamarzania wody jest temperatura poniżej 0 stopni Celsjusza. Jeśli temperatura była poniżej 0 stopni od wieczności, woda wokół byłaby zamarznięta od wieczności. Byłoby niemożliwe, aby woda zaczęła zamarzać zaledwie skończony czas temu. Teraz przyczyna wszechświata istnieje na stałe, ponieważ jest ponadczasowa. Dlaczego więc wszechświat też nie istnieje na stałe? Dlaczego wszechświat powstał zaledwie 14 miliardów lat temu? Dlaczego nie jest tak trwały, jak jego przyczyna?

Ghazali utrzymywał, że odpowiedzią na ten problem jest to, że Pierwszą Przyczyną musi być istota osobowa obdarzona wolnością woli. Jego stworzenie wszechświata jest aktem wolnym, niezależnym od jakichkolwiek uprzednich warunków determinujących. Więc jego akt tworzenia może być czymś spontanicznym i nowym. Wolność woli pozwala uzyskać efekt mający początek w stałej, ponadczasowej przyczynie. W ten sposób zostajemy doprowadzeni nie tylko do transcendentnej przyczyny wszechświata, ale do Osobowego Stwórcy.

To jest wprawdzie trudne do wyobrażenia. Ale jednym ze sposobów myślenia o tym jest wyobrażenie sobie, że Bóg istnieje samotnie bez wszechświata jako niezmienny i ponadczasowy. Jego wolny akt stworzenia jest wydarzeniem doczesnym, równoczesnym z powstaniem wszechświata. Dlatego Bóg wchodzi w czas, kiedy stwarza wszechświat. Bóg jest zatem ponadczasowy bez wszechświata i w czasie ze wszechświatem.

Kosmologiczny argument Ghazali daje nam zatem potężne podstawy do wiary w istnienie bez początku, bez przyczyny, bez czasu, przestrzeni, niezmiennego, niematerialnego, niezwykle potężnego Osobowego Stwórcy wszechświata.

Przypisy:

[1] Al-Gha-zalı-, Kitab al-Iqtisad fi’l-I’tiqad, cytowany w S. de Beaurecueil, „Gazzali et S. Thomas d’Aquin: Essai sur la preuve de l’exitence de Dieu proposée dans l’ Iqtisad et sa comparaison avec les ‘voies’ Thomiste”, Bulletin de l’Institut Francais d’Archaeologie Orientale 46 (1947): 203.

[2] Christopher Isham, „Stworzenie wszechświata jako procesu kwantowego”, s. 378.

[3] Audrey Mithani i Alexander Vilenkin, „Czy wszechświat miał początek?” arXiv:1204.4658v1 [hep-th] 20 kwietnia 2012, s. 5. Aby zapoznać się z dostępnym filmem, zobacz http://www.youtube.com/watch?v=NXCQelhKJ7A (dostęp 23 lutego 2014), gdzie Vilenkin konkluduje: „w chwili obecnej nie ma modeli, które zapewniają zadowalający model dla wszechświat bez początku”.

[4] A. Vilenkin, cytowany w „Dlaczego fizycy nie mogą uniknąć zdarzenia stworzenia”, Lisa Grossman, New Scientist (11 stycznia 2012).

[5] Aron C. Wall, „Uogólnione drugie prawo implikuje twierdzenie o osobliwości kwantowej”, arXiv: 1010.5513v3 [gr-qc] 24 (styczeń 2013), s. 38

Tłumaczenie Marek_P

Źródło